niedziela, 27 września 2015

Rozdział 3


Jeśli ktokolwiek to czyta, to przepraszam. Byłam święcie przekonana, że dodałam wczoraj rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Uprzejmie prosiłabym o jakiś komentarz, to naprawdę pomaga człowiekowi pisać.
***

Podróż księcia Thusanga i jego świty trwał już prawie tydzień. Następnego dnia mieli przybyć do stolicy, gdzie mieszkała rodzina cesarska zupełnie nieświadoma czynu, którego dopuścił się jeden z rodów książęcych.

Moha, jak przystało na przyszłą generał, nie jechała na koniu koło ojca, lecz  wśród eskorty złożonej z wojowników. Pomimo, że była jedyną dziewczyną w towarzystwie, nie czuła się z tym źle. Od zawsze wolała spędzać czas z płcią przeciwną. Powodem tego mogło być posiadanie trzech starszych braci i brak dziewczynek na dworze ojca. Wracając jednak do tematu. Moha prowadziła głośną konwersację razem z kilkoma żołnierzami. Spierali się właśnie, czy kobiety nadają się do wojska, czy nie. Zaczęło to się zupełnie niewinnie, gdy jeden z jej kompanów rzucił  uwagę  na temat delikatności płci pięknej. Nie przemyślał chyba, że dziewczyna od razu mu odpyskuje.

- Jeśli uważasz kobiety są za delikatne i nie nadające się do armii, to nie widziałeś chyba mojego starszego brata, Faina. Temu to wystarczy nadepnąć na stopę i już jęczy jakby miał rodzić- dziewczyna prychnęła oburzona.

-Może jest po prostu wyjątkiem, nie pomyślałaś o tym?- spytał mężczyzna, próbując obronić swojej racji.

-Czcze gadanie! Jakbym poszukała, to na pewno znalazłabym innych, którzy jak to pięknie ująłeś są zbyt delikatni na wojsko- odpyskowała Moha.

-A co powiesz na to, że płeć żeńska nie ma wystarczającej siły, by utrzymać broń!- żołnierz był już pewny o wygranej w tej potyczce słownej.

-Jeśli jesteś tego pewny, to nie powinien ci przeszkodzić mały pojedynek na miecze- kilka osób zaśmiało się. Nie od dziś wiadomo, że jedyna córka Thusanga perfekcyjnie włada wieloma broniami, co było jednym z powodów decyzji o jej szkoleniu.

Ta wymiana słowna trwała do kolejnego przystanku. Wtedy też młoda wilczyca, chcąc udowodnić swoją rację, wyciągnęła swoją katanę i stanęła naprzeciw młodego mężczyzny. Ten, po chwili zdziwienia, obnażył ostrze przepisowej, wojskowej szpady i ustawił się w rozkroku. Zaczęli wokół siebie krążyć i po chwili żołnierz, znudzony czekaniem, skoczył w stronę dziewczynki. Gdy jego broń miała już dotknąć Mohy, ona zgrabnie odskoczyła, przecięła bronią powietrze i uderzyła go tępą stroną w górną część pleców. Jej przeciwnik zachwiał się, co ona wykorzystała i  szybko podcięła mu nogi. Mężczyzna, w akcie desperacji chwycił ją za rękę i pociągnął w dół. Kiedy dziewczyna miała właśnie uderzyć go łokciem w brzuch, gdzieś w oddali rozległ się dźwięk rogu myśliwskiego. Wszyscy, którzy dotąd z przejęciem oglądali pojedynek, poderwali się na równe nogi. Tak też zrobił żołnierz, przeciw któremu walczyła Moha. Wstał prędko i podał dziewczynce rękę. Ta, z lekkim zdziwieniem, przyjęła pomoc i podniosła się z ziemi.

 Zaczęła się rozglądać dookoła za swoim ojcem. Po kilku sekundach poszukiwań znalazła go siedzącego na pniu zwalonego drzewa. Po  raz pierwszy od bardzo dawna na jego twarz wpłynął lekki uśmiech. Wyglądał jakby na coś czekał. Chwilę później naokoło tej dwójki ustawili się żołnierze w przepisowych szeregach. Zdziwiona Moha spojrzała na ojca. O co mogło chodzić i dlaczego jej ojciec się uśmiecha? Czekali tak przez jakiś czas w ciszy, gdy nagle z lasu wyłoniła się potężna sylwetka. Kiedy postać się zbliżyła, wszyscy ujrzeli ogromną lwicę. Kocica podeszła do Thusanga i nie minęło dużo czasu, a stała przed nim wysoka,  blondwłosa zmienna w uniformie cesarskiego posłańca. Bez słowa wyciągnęła zza paska zwinięty rulon, który podała księciu. Ten bez wahania przyjął go i zaczął czytać. Jego uśmiech stawał się wtedy coraz  szerszy. Gdy skończył studiować treść, przywołał do siebie skinieniem córkę i przekazał jej papier. Dziewczyna od razu złapała kartkę i pogrążyła się w lekturze. Natychmiast poznała nadawcę. Nie było to wyczynem. W całym cesarstwie była tylko jedna osoba, która mogła napisać te słowa:

Drogi ojcze!

Gdy tylko dotarły do mnie wieści o porwaniu mego starszego brata, niezwłocznie udałem się z tym do mego zaufanego przyjaciela i zarazem najstarszego, cesarskiego syna, Orata. Razem przekazaliśmy tę informację cesarzowi. To on pozwolił mi skorzystać z najszybszego gońca w całym Lehong. Mam nadzieję, że w tym momencie jesteś już w drodze do stolicy. Gdy tylko dotrzesz na miejsce, udaj się bez zwłoki do Sali Tronowej. Ktoś powinien tam na Ciebie czekać. Mam nadzieję na jak najszybsze spotkanie.

Twój drugi syn,

Casto

Moha przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć, po czym z poważnym wyrazem twarzy zwróciła się do ojca:

-Kiedy dotrzemy do Cerset?

- Jeśli wyruszymy natychmiast, to powinniśmy zdążyć przed jutrzejszym południem- książę odpowiedział zadowolony z dorosłej postawy córki.

Wystarczyło mu wymowne spojrzenie dziewczyny, by zacząć wydawać rozkazy. Gdy wszystko było już przygotowane do wyruszenia i książę patrzył na swoją córkę, przez myśl przeszło mu pewne zdanie „Pomimo, że jest kobietą i to stosunkowo delikatną, będzie miała posłuch w wojsku. Ma w sobie siłę i miłosierdzie”

***

 

Esfolg

Sethal dopiero się obudził. Wiele razy słyszał, że odpowiedź na pytanie pojawia się wtedy, gdy się o niej nie myśli. Okazało się, że jest to prawdą. Podczas snu przyszła mu na myśl droga ucieczki. Miał pewne podejrzenie, że maczała w tym palce któraś z wyroczni, ale nie był co do tego pewny. Musiał jeszcze dopracować plan z siostrą, ale był bliżej rozwiązania sprawy niż kiedykolwiek. Aktualnie pędził na złamanie karku do celi, w której przetrzymywany był Nefalang. Zbiegł prędko po schodach prowadzących do lochów omal się przy tym nie przewracając. Niestety, musiał w pewnym momencie zwolnić, by nikt się nie domyślił, że jakieś bliższe uczucia wiążą go z którymś z więźniów. Już powolnym krokiem podszedł do strażnika i pod pretekstem obejrzenia ran, poprosił o wpuszczenia do pomieszczenia.

-Nie ma go tam- warknął ponury mężczyzna, od którego czuć było alkohol.

-Gdzie w takim razie jest?- Seth skrzywił się od zapach wydobywającego się z ust rozmówcy- jak już wspomniałem, mam za zadanie obejrzeć jego rany.

Wartownik popatrzyła na niego z powątpiewaniem, po czym niechętnie odpowiedział:

-Zabrali go na przesłuchanie- uśmiechnął się obrzydliwie- znając naszego księcia, to będziesz miał potem dużo do roboty.

Sethal otworzył szeroko oczy. O nie, jeśli teraz nie stanie się jakiś cud, to jego partner może umrzeć. Próbując pohamować uczucia, odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył w drogę powrotną. Gdy tylko zniknął z pola widzenia mężczyzny, puścił się pędem w stronę sali tortur, inaczej nie dało się nazwać tego miejsca.

Był zaledwie kilka korytarzy od komnaty, gdy usłyszał żałosne krzyki Nefalanga. Złość się w nim zagotowała. Nagle poczuł, że ktoś chwyta go za rękę i ciągnie w jedno z bocznych przejść. Zaczął się wyrywać, dopóki nie spojrzał na osobę, która go trzyma. Była to Karima. Kobieta pokręciła głową. Nie musiała nic mówić. Ona uważała, że nie powinien się narażać, bo tak nie pomoże partnerowi. Po raz kolejny w tym tygodniu, z oczu chłopaka zaczęły ciec łzy. Siostra przyciągnęła go do siebie i zaczęła delikatnie gładzić po plecach.

-Pomożemy mu. W końcu jesteś mistrzem w przyrządzaniu leczniczych mikstur.

Na te słowa chłopak jedynie westchnął. W końcu co innego mógł teraz zrobić?

 

3 komentarze:

  1. Nie wiem czemu, ale nie lubię Mohy xD Szkoda końcówki, mam nadzieję że ten księciuniu nazbyt go nie skrzywdzi O: Ciekawe też jak na to wszystko zareaguje Set, kiedy znów się spotkają :D I już nie mogę się doczekać, tego planu ucieczki xD ~KarolinaMarie

    -*-*-*-*-*-*-*-*

    www.project-angel01.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Dzięki za miłe komentarze i zwrócenie uwagi na błędy. Dopiero zaczynam pisanie, więc na pewno będzie ich jeszcze wiele, ale mam nadzieję, że stopniowo zaczną zanikać :)

      Usuń
    2. Proponuję dodać dodatek obserwatorzy: ) łatwiej bedzie mi być na biezaco: D

      Usuń