Norbort, 300 rok panowania cesarza Kopanyanga
W komnacie pary książęcej, na szerokim
łożu leżała księżna Lerata. Tego dnia nadszedł właśnie czas rozwiązania. Rodziła
swoje pierwsze dziecko, syna. Gdy bolesne męczarnie kobiety skończyły się, cały
zamek usłyszał wrzask noworodka. Dawno nie słyszano w tych stronach, by
niemowlę miało tak mocny głos. Nagle drzwi pokoju rozwarły się z trzaskiem i
stanęła w nich starsza kobieta, owinięta wielkim szalem. Materiał okrywał ją na
tyle szczelnie, że widać było tylko białe oczy bez źrenic oraz wąskie usta.
-Wyrocznio, przybyłaś! Nie było cię
tak długo, że zaczynaliśmy się martwić- Lerata wyszeptała słabym głosem- możesz
czynić swoją powinność.
Po wypowiedzeniu ostatnich słów,
drżącymi rękoma podała zawiniątko z dzieckiem w stronę niewidomej kobiety.
Pomimo braku jednego z ważniejszych zmysłów, wieszczka wyczuła gdzie jest
chłopiec i przyjęła go w swoje ręce. Dopiero, gdy niemowlak leżał bezpiecznie w
jej ramionach zaczęła mówić swym starym, ochrypłym głosem.
-Jam jest Bohlale, jedna z pięciu cór
mądrości, głos dawnych bogów. Ty chłopcze będziesz zawsze podążał własnymi
drogami. Twa buta nieraz doprowadzi cię do krawędzi i dlatego nadaję ci imię z
języka dawnych czasów, Nefalang. Będzie ono twą dumą i przekleństwem, lecz
pomimo swych wad dokonasz czynów, które na zawsze pozostaną na kartach
historii-z każdym wypowiedzianym słowem jej oczy świeciły się mocniejszym
niebieskim blaskiem.
Gdy formuła została wypowiedziana,
wyrocznia oddała szkraba matce i odwróciła się bez słowa. Nim jednak wyszła,
usłyszała cichy głos Leraty.
-Dziękuje ci. Twa przepowiednia nadała
sens życia mojemu pierworodnemu.
Proroczka skinęła tylko głową bez
odwracania się i opuściła pomieszczenie.
***
Południowa część lasów księstwa Torser, 321 rok panowania cesarza Kopanyanga
Południowa część lasów księstwa Torser, 321 rok panowania cesarza Kopanyanga
Młoda kobieta wstała ze swego miejsca,
gdy tylko dziecko przyszło na świat.
Maluch oddychał spokojnie z szeroko otwartymi oczkami. Nie krzyczał, nie
wydawał żadnych głośnych dźwięków. Niewiasta zabrała niemowlaka z rąk matki i
zaczęła mówić, a jej głos przywodziła na myśl letni wiatr. Delikatny i ciepły.
-Jam jest Kasepe, jedna z pięciu cór
mądrości, głos dawnych bogów. Ty chłopcze będziesz delikatny niczym kobieta.
Wielka siła w tobie drzemie i okażesz ją, gdy nadejdzie czas. Pomimo swej
natury, która do ciebie nie pasuje, będziesz walczył dzielniej niż tysiące
mężów razem i dlatego nadaję ci imię z języka dawnych czasów, Sethal. Będzie
ono twoim wskaźnikiem i drogowskazem życia- wraz z wypowiadaniem formuły, białe
włosy kobiety falowały coraz mocniej, niczym morze na wietrze.
Gdy wyrocznia skończyła mówić, jej
włos wyprostowały się i opadły ponownie na ramiona. Położyła dziecko delikatnie
do wiklinowej kołyski i nakryła je swoim szalem.
-Niech chłopiec ma go zawsze ze sobą,
mimo swej płci. Przyniesie mu pocieszenie w najczarniejszych chwilach-
uśmiechnęła się ostatni raz w stronę malca, który zdążył już zasnąć i
rozpłynęła się w powietrzu niczym mgła.