sobota, 19 września 2015

Rozdział 2


Przepraszam bardzo za opóźnienie. Niestety wczoraj nie miałam szansy dodać rozdziału. Mam nadzieję, że jeśli ktoś to czyta, to nie jest zły. Wydaje mi się, że soboty będą optymalnym terminem do dodawania rozdziałów.
NINJA
***


Tydzień  później sytuacja była wciąż taka sama. Sethal szukał jakiegokolwiek sposobu, by uratować ukochanego, do którego zbliżył się w minionym czasie. Właśnie kierował się w stronę biblioteki, gdy zobaczył wybiegającą z komnaty władcy kasztanowłosą kobietę. Zamarł na środku korytarza, kiedy zdał sobie sprawę kogo właśnie zobaczył. Niewiasta odwróciła się w jego stronę i otworzyła szeroko oczy. Rzuciła się w jego stronę biegiem, po czym wpadli sobie w ramiona.

-Karima!- wyszeptał rudowłosy- powiedzieli mi, że wszyscy nie żyją!

Oczy chłopaka wypełniły się od dawna skrywanymi łzami. Przyciskał do siebie niższą postać i wyglądało, jakby nie miał zamiaru jej wypuścić

-Mój kochany młodszy braciszek. Tak za tobą tęskniłam. Miałam tylko nadzieję, że nic ci nie zrobili.

Stali tak na środku przejścia, nie przejmując się, że ktoś może ich zobaczyć.  Przytuleni do siebie zapomnieli o całym otaczającym ich świecie. Ważna była ta chwila i ponowne odnalezienie siebie nawzajem.

-Siostro, jak to możliwe, że tutaj jesteś? Co robiłaś w komnatach tego tyrana? Dlaczego wcześniej cię nie widziałem? Jak…- pytania wysypywał się z ust chłopaka w zastraszającym tempie.

-Hej, młody przystopuj na chwilę- wypowiedziała ze śmiechem kobieta- nie nadążam za tymi pytaniami.

Sethal zaczerwienił się na jej słowa. Po chwili ciszy, która zapanowała, chwycił siostrę za rękę i pociągnął ją  w stronę biblioteki. Usiedli koło siebie wygodnie i pośród szelestu książek zaczęli cicho rozmawiać na temat utraconych lat. Okazało się, że Karima ukrywała się przez długi czas w podziemnych tunelach lasów Torser. Niestety, gdy musiała pewnego razu wyjść, została złapana. Od tamtego momentu minął zaledwie tydzień, ale władca Esfolgu upodobał ją sobie jako konkubinę i biedna dziewczyna musi być mu  posłuszna. Gdy jej opowieść została skończona, Set przyciągnął starszą siostrę do siebie i po raz kolejny mocno ją przytulił. Nagle jednak rudowłosy oprzytomniał i zerwał się na równe nogi. Karima spojrzała na niego ze zdziwieniem.

-Bracie, co się stało?-zachowanie młodszego zszokowało dziewczynę. Wyglądał jakby oszalał.

-Na starych bogów, jak mogłem zapomnieć…- chłopak zaczął mruczeć pod nosem- jestem chyba najgłupszą osobą na całym Lehong.

W pośpiechu zebrał swoje rzeczy, które zostały rozrzucone dookoła, po czym chwycił dłoń siostry i pociągnął ją w stronę regału z opisami Saneru i nakazał szukać jak najdokładniejszego opisu tutejszych terenów. Towarzyszka nie protestowała widząc jego przejęte spojrzenie. Sam natomiast udał się w inną część biblioteki, żeby poszukać czegoś przydatnego w wymknięciu się z budynku. Po jakimś czasie Karima znalazła wielkie tomiszcze, w którym opisano wszystkie szlaki handlowe i drogi, które kiedykolwiek powstały na terenach księstwa. Zabrała je z trudem i pomaszerowała w stronę, gdzie powinien być jej brat. Ujrzała go siedzącego na ziemi w otoczeniu różnych starych papierzysk. Po przyglądnięciu się z bliska zdała  sobie sprawę, że są to plany pałacu. Otworzyła szeroko czy                          i spojrzała na chłopaka. Czy on naprawdę szuka drogi ucieczki? Przecież i tak niemiałby się gdzie udać. Ich dom został zniszczony już jakiś czas temu.

-Sethal, powiedz mi w końcu co się dzieje- głos kobiety zadrżał- dlaczego akurat teraz próbujesz uciec. Czemu nie wcześniej?

Chłopak podniósł wreszcie wzrok. Jego oczy były lekko zaczerwienione. Po chwili milczenia odezwał się.

-Znalazłem partnera- wyznał cicho, a na jego twarzy wykwitł lekki uśmiech. Po chwili dodał jednak- niestety, jest jednym z więźniów. Gdyby był normalnym więźniem nie byłoby tak źle. To syn księcia Islaniru. Od kilku dni szukam sposobu, by go stąd wyciągnąć, ale nie mogę  znaleźć żadnej drogi ucieczki.

Po policzkach chłopaka zaczęły ciec łzy. Stojącej obok dziewczynie zajęło moment przetrawienie wszystkich uzyskanych informacji. Dopiero teraz całkowicie zrozumiała powagę sytuacji. Uklęknęła powoli obok brata i zaczęła go cicho pocieszać. Uspokojenie się zajęło mu kilka minut. W związku z radą siostry poszedł do swojego pokoju odpocząć. Kiedy jest zmęczony i roztrzęsiony, przecież nie uda mu się myśleć rozsądnie.

Gdy Sethal już się położył, Karima postanowiła zacząć poszukiwania na własną rękę. Rozumiała, że brat może nie myśleć racjonalnie ze względu na to, że to jego partner jest uwięziony, ale te wszystkie papierzyska posiadają wiedzę starą, która przydać się może tylko w jakimś stopniu. Ważniejsze, jej zdaniem, było sprawić, że pomoc otrzymają od kogoś z pałacu. Gdyby był to jakiś wysoko postawiony żołnierz, który ulegnie kobiecemu wdziękowi i dzięki temu ułatwi im ucieczkę… Niestety, szanse na to były bardzo małe i łatwiej będzie uwieść kogoś, kto jest niepozorny, ale ma kontakty na zamku. Żeby wytypować taką osobę trzeba mieć bardzo dobrze rozwinięty zmysł wzroku, ale dla  zmiennej tygrysicy nie powinno być to problemem. Jednakże najpierw postanowiła udać się do więzienia, by poznać ukochanego swojego brata. Szybkim krokiem zeszła po schodach i dotarła do stróżówki. Przystanęła na chwilę, by uspokoić oddech, po czym wolnym krokiem skierowała się w stronę postawnego strażnika. Uśmiechnęła się zalotnie i przymilnym głosem zaczęła przekonywać mężczyznę do wpuszczenia jej do celi Nefalanga. Nie trwało długo, nim zmienny uległ i ruszył z mosiężnym kluczem do jednej z cel. Chwilę majstrował przy zamku i izba stanęła otworem. Zaprosił kobietę ruchem ręki, na co ona znowu posłała mu przepiękny uśmiech. Wolnym krokiem weszła do środka i wzdrygnęła się lekko, gdy kraty za nią zatrzasnęły się. Wreszcie przeniosła wzrok na wąskie posłanie w rogu pomieszczenia. Ujrzała na nim leżącego, czarnowłosego młodzieńca. Odchrząknęła głośno, na co chłopak otworzył szeroko oczy i poderwał się ze swojego miejsca. Po chwili ciszy, która zapadła między nimi, kobieta odezwała się.

-Mam na imię Karima i mój brat, Sethal, o wszystkim mi opowiedział. Mam zamiar wam pomóc, ponieważ sama wiem, co to znaczy nie być z swoim partnerem. Wiem jaki to jest ból.

Gdy skończyła mówić, podeszła do chłopaka i przytuliła go do siebie. Potem wszystko poszło już płynnie. Spędzili jakiś czas na rozmowie i poznawaniu siebie nawzajem. Kiedy Karima wyszła, Nefalang poczuł, że jest nadzieja i nie są sami. Są w tym pałacu ludzie, którzy im pomogą.

***

Norbort

Moha wrzuciła ostatnie rzeczy do torby i szybkim krokiem udała się na dziedziniec zamku. Pomimo zakazu ojca, by nie  jechała  do stolicy cesarstwa razem z nim, zamierzała się i tak udać. Nie mogła zmarnować okazji, by pomóc uratować swojego starszego brata. Z uwagą rozglądnęła się wokoło. Gdy nie zauważyła żadnego strażnika, który mógłby pilnować wozu z rzeczami, wkradła się bezgłośnie do niego i przedarła się do najbardziej zacienionego miejsca, gdzie nikt jej nie zauważy. nie przejmowała się, że ktoś zauważy jej nieobecność. Wiele razy zdarzało się jej znikać na kilka dni, a teraz miała dodatkowy powód, zakaz ojca. Dziewczyna ułożyła się wygodnie i czekała. Niedługo po raz pierwszy wyjedzie poza granice Islaniru. Po niecałej godzinie pochód do serca cesarstwa ruszył. Teraz wystarczyło przeczekać dwa, może trzy dni i będzie mogła się pokazać. Zamknęła oczy i zapadła w sen.

Kilka godzin później otworzyła z powrotem oczy i poczuła głód. Zaczęła grzebać w swojej płóciennej torbie w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie swój błąd, zapomniała zabrać jedzenia. Ze zdenerwowania przeklęła siarczyście. W takim wypadku będzie musiała poczekać do nocy, gdy większość już uśnie i będzie mogła bezpiecznie przekraść się po jakiś posiłek. Opadła bezsilnie na torbę leżącą za nią i odetchnęła głęboko, by się uspokoić. Jak mogła być tak głupia, by zapomnieć o podstawowej rzeczy, którą jest pożywienie. No nic, teraz temu nie zaradzi. Przynajmniej będzie miała nauczkę na przyszłość. Z takimi myślami krążącymi po głowie, ponownie udała się do krainy Morfeusza. Obudziła się dopiero w środku nocy. Nie słyszała na zewnątrz żadnych dźwięków, więc powoli, starając się nie hałasować, wyszła z wozu na bagaże. Rozglądnęła się dookoła i wciągnęła powietrze nosem. W okolicy kilku metrów nie wyczuła niczego podejrzanego. Przekradła się w stronę przenośnej kuchni i z jednej skrzyni wyciągnęła kawałek chleba, a z drugiej manierkę wody, która miała jej starczyć na cały, kolejny dzień. Miała tylko nadzieję, że nikt nie zorientuje się, że podróżuje z nimi nadprogramowy gość. Gdy zabrała potrzebne rzeczy, czmychnęła cichcem do swojego  schronienia. Gdy znów się wygodnie usadowiła i zjadła posiłek, zaczęła myśleć. Gdzie teraz może być jej brat, co się z nim dzieje, czy cierpi? Nie mogła pojąć, jak to się stało, że nikt nie zauważył wcześniej jego zniknięcia. Przecież zawsze był duszą towarzystwa, w przeciwieństwie do niej.

Następnego dnia, gdy słońce było w najwyższym punkcie, Moha wreszcie odważyła się ujawnić swoją obecność. Stwierdziła, że po półtorej dniu drogi, nikt nie  będzie chciał się zawracać do jej rodzinnego zamku. Przy najbliższym postoju, więc wstała i wygramoliła się ze swojej kryjówki. Gdy wyszła z wozu, na moment słońce ją oślepiło. Musiała na chwilę zamknąć oczy i dopiero po chwili z powrotem je otworzyła. W czasie, który spędziła na przyzwyczajenie się do światła, otoczyła ją grupa strażników. Dziewczyna jedynie westchnęła i z ociąganiem udała się razem ze swoją eskortą w stron, gdzie znajdował się jej ojciec. Kiedy wreszcie znalazła się przed obliczem księcia Thusanga, spuściła wzrok zawstydzona. Przymknęła lekko oczy w oczekiwaniu na naganę ze strony rodzica. Gdy reprymenda jednak nie nadchodziła, odważyła się podnieść wzrok. Zamiast rozgniewanej twarzy rodziciela zobaczyła jego litościwy wzrok. Patrzyła na niego ze zdziwieniem, na co on odezwał się wreszcie.

-Córeczko, naprawdę myślałaś, że nikt nie zorientuje się, że mamy dodatkowego pasażera?- książę westchnął z pobłażaniem.

-Ja…- Moha zawahała się, co ma powiedzieć-  miałam chyba cichą nadzieję, że jednak nikt się nie zorientuje i zrobię wam malutką niespodziankę, gdy wyjdę z  ukrycia.

Usta czarnowłosej panienki ułożyły się w szczery, skromny uśmiech. Kilku strażników, którzy już nieraz mieli przyjemność użerać się z młodziutką księżniczką, zaśmiało się po cichu. Wiadomo było, że książę od razu ulegnie jej wielki, ciemnym oczom  i pięknemu uśmiechowi. Na świecie było pewnie bardzo mało osób, które nie złamałyby się na widok tej niewinnej twarzyczki. Bogowie musieli być wielkimi żartownisiami, by takiemu diablikowi dać  anielskie oblicze. Nie musiało więc minąć wiele czasu, żeby większość osób zapomniała o dodatkowej uczestniczce wyprawy. Po jakimś czasie odpoczynku, pochód ruszył w dalszą drogę. Nie wolno było zwlekać. W końcu gdzieś daleko cierpiał najstarszy syn księcia, którego jedynym wsparciem był Sethal i Karima. Jednakże skąd mieli o tym wiedzieć? Mogli jedynie dotrzeć do stolicy, gdzie cesarz coś zaradzi.

1 komentarz:

  1. ''Sethal zaczerwieniła się na jej słowa.'' - nie powinno być zaczerwienił?^^

    Od razu powiem, że nie podobało mi się porównanie do ''Kraniny Morfeusza'' nie pasuje do historii ukazanej, jak i czasów. Fajnie opisałaś spotkanie Karimy w więzieniu. Zaciekawiła mnie też tak szybkie nawiązywanie relacji między bohaterami, tak jakby posiadali szósty zmysł i wiedzieli kto jest '' tym dobrym'' . Popracuj nad powtórzeniami, w tym rozdziale jest ich sporo. Czytało się przyjemnie, załapałam wszystko, więc jest ok xD Sethal&Karima - uwielbiam <3 ~KarolinaMarie

    -*-*-*-*-*-*-*-*

    www.project-angel01.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń