Przepraszam bardzo za opóźnienie. Niestety wczoraj nie miałam szansy dodać rozdziału. Mam nadzieję, że jeśli ktoś to czyta, to nie jest zły. Wydaje mi się, że soboty będą optymalnym terminem do dodawania rozdziałów.
NINJA
Tydzień później sytuacja była wciąż taka sama. Sethal szukał jakiegokolwiek sposobu, by uratować ukochanego, do którego zbliżył się w minionym czasie. Właśnie kierował się w stronę biblioteki, gdy zobaczył wybiegającą z komnaty władcy kasztanowłosą kobietę. Zamarł na środku korytarza, kiedy zdał sobie sprawę kogo właśnie zobaczył. Niewiasta odwróciła się w jego stronę i otworzyła szeroko oczy. Rzuciła się w jego stronę biegiem, po czym wpadli sobie w ramiona.
NINJA
***
Tydzień później sytuacja była wciąż taka sama. Sethal szukał jakiegokolwiek sposobu, by uratować ukochanego, do którego zbliżył się w minionym czasie. Właśnie kierował się w stronę biblioteki, gdy zobaczył wybiegającą z komnaty władcy kasztanowłosą kobietę. Zamarł na środku korytarza, kiedy zdał sobie sprawę kogo właśnie zobaczył. Niewiasta odwróciła się w jego stronę i otworzyła szeroko oczy. Rzuciła się w jego stronę biegiem, po czym wpadli sobie w ramiona.
-Karima!-
wyszeptał rudowłosy- powiedzieli mi, że wszyscy nie żyją!
Oczy chłopaka
wypełniły się od dawna skrywanymi łzami. Przyciskał do siebie niższą postać i
wyglądało, jakby nie miał zamiaru jej wypuścić
-Mój kochany
młodszy braciszek. Tak za tobą tęskniłam. Miałam tylko nadzieję, że nic ci nie
zrobili.
Stali tak na
środku przejścia, nie przejmując się, że ktoś może ich zobaczyć. Przytuleni do siebie zapomnieli o całym
otaczającym ich świecie. Ważna była ta chwila i ponowne odnalezienie siebie
nawzajem.
-Siostro, jak
to możliwe, że tutaj jesteś? Co robiłaś w komnatach tego tyrana? Dlaczego
wcześniej cię nie widziałem? Jak…- pytania wysypywał się z ust chłopaka w
zastraszającym tempie.
-Hej, młody
przystopuj na chwilę- wypowiedziała ze śmiechem kobieta- nie nadążam za tymi
pytaniami.
Sethal
zaczerwienił się na jej słowa. Po chwili ciszy, która zapanowała, chwycił
siostrę za rękę i pociągnął ją w stronę
biblioteki. Usiedli koło siebie wygodnie i pośród szelestu książek zaczęli
cicho rozmawiać na temat utraconych lat. Okazało się, że Karima ukrywała się
przez długi czas w podziemnych tunelach lasów Torser. Niestety, gdy musiała
pewnego razu wyjść, została złapana. Od tamtego momentu minął zaledwie tydzień,
ale władca Esfolgu upodobał ją sobie jako konkubinę i biedna dziewczyna musi
być mu posłuszna. Gdy jej opowieść
została skończona, Set przyciągnął starszą siostrę do siebie i po raz kolejny
mocno ją przytulił. Nagle jednak rudowłosy oprzytomniał i zerwał się na równe
nogi. Karima spojrzała na niego ze zdziwieniem.
-Bracie, co
się stało?-zachowanie młodszego zszokowało dziewczynę. Wyglądał jakby oszalał.
-Na starych
bogów, jak mogłem zapomnieć…- chłopak zaczął mruczeć pod nosem- jestem chyba
najgłupszą osobą na całym Lehong.
W pośpiechu
zebrał swoje rzeczy, które zostały rozrzucone dookoła, po czym chwycił dłoń
siostry i pociągnął ją w stronę regału z opisami Saneru i nakazał szukać jak
najdokładniejszego opisu tutejszych terenów. Towarzyszka nie protestowała
widząc jego przejęte spojrzenie. Sam natomiast udał się w inną część
biblioteki, żeby poszukać czegoś przydatnego w wymknięciu się z budynku. Po
jakimś czasie Karima znalazła wielkie tomiszcze, w którym opisano wszystkie
szlaki handlowe i drogi, które kiedykolwiek powstały na terenach księstwa.
Zabrała je z trudem i pomaszerowała w stronę, gdzie powinien być jej brat.
Ujrzała go siedzącego na ziemi w otoczeniu różnych starych papierzysk. Po
przyglądnięciu się z bliska zdała sobie
sprawę, że są to plany pałacu. Otworzyła szeroko czy i spojrzała na chłopaka. Czy on naprawdę szuka
drogi ucieczki? Przecież i tak niemiałby się gdzie udać. Ich dom został
zniszczony już jakiś czas temu.
-Sethal,
powiedz mi w końcu co się dzieje- głos kobiety zadrżał- dlaczego akurat teraz
próbujesz uciec. Czemu nie wcześniej?
Chłopak podniósł wreszcie wzrok. Jego oczy były lekko
zaczerwienione. Po chwili milczenia odezwał się.
-Znalazłem partnera- wyznał cicho, a na jego twarzy
wykwitł lekki uśmiech. Po chwili dodał jednak- niestety, jest jednym z
więźniów. Gdyby był normalnym więźniem nie byłoby tak źle. To syn księcia
Islaniru. Od kilku dni szukam sposobu, by go stąd wyciągnąć, ale nie mogę znaleźć żadnej drogi ucieczki.
Po policzkach chłopaka zaczęły ciec łzy. Stojącej obok
dziewczynie zajęło moment przetrawienie wszystkich uzyskanych informacji.
Dopiero teraz całkowicie zrozumiała powagę sytuacji. Uklęknęła powoli obok
brata i zaczęła go cicho pocieszać. Uspokojenie się zajęło mu kilka minut. W
związku z radą siostry poszedł do swojego pokoju odpocząć. Kiedy jest zmęczony
i roztrzęsiony, przecież nie uda mu się myśleć rozsądnie.
Gdy Sethal już się położył, Karima postanowiła zacząć
poszukiwania na własną rękę. Rozumiała, że brat może nie myśleć racjonalnie ze
względu na to, że to jego partner jest uwięziony, ale te wszystkie papierzyska
posiadają wiedzę starą, która przydać się może tylko w jakimś stopniu.
Ważniejsze, jej zdaniem, było sprawić, że pomoc otrzymają od kogoś z pałacu.
Gdyby był to jakiś wysoko postawiony żołnierz, który ulegnie kobiecemu
wdziękowi i dzięki temu ułatwi im ucieczkę… Niestety, szanse na to były bardzo
małe i łatwiej będzie uwieść kogoś, kto jest niepozorny, ale ma kontakty na
zamku. Żeby wytypować taką osobę trzeba mieć bardzo dobrze rozwinięty zmysł
wzroku, ale dla zmiennej tygrysicy nie powinno
być to problemem. Jednakże najpierw postanowiła udać się do więzienia, by
poznać ukochanego swojego brata. Szybkim krokiem zeszła po schodach i dotarła
do stróżówki. Przystanęła na chwilę, by uspokoić oddech, po czym wolnym krokiem
skierowała się w stronę postawnego strażnika. Uśmiechnęła się zalotnie i
przymilnym głosem zaczęła przekonywać mężczyznę do wpuszczenia jej do celi
Nefalanga. Nie trwało długo, nim zmienny uległ i ruszył z mosiężnym kluczem do
jednej z cel. Chwilę majstrował przy zamku i izba stanęła otworem. Zaprosił
kobietę ruchem ręki, na co ona znowu posłała mu przepiękny uśmiech. Wolnym
krokiem weszła do środka i wzdrygnęła się lekko, gdy kraty za nią zatrzasnęły
się. Wreszcie przeniosła wzrok na wąskie posłanie w rogu pomieszczenia. Ujrzała
na nim leżącego, czarnowłosego młodzieńca. Odchrząknęła głośno, na co chłopak
otworzył szeroko oczy i poderwał się ze swojego miejsca. Po chwili ciszy, która
zapadła między nimi, kobieta odezwała się.
-Mam na imię Karima i mój brat, Sethal, o wszystkim mi
opowiedział. Mam zamiar wam pomóc, ponieważ sama wiem, co to znaczy nie być z
swoim partnerem. Wiem jaki to jest ból.
Gdy skończyła mówić, podeszła do chłopaka i przytuliła go
do siebie. Potem wszystko poszło już płynnie. Spędzili jakiś czas na rozmowie i
poznawaniu siebie nawzajem. Kiedy Karima wyszła, Nefalang poczuł, że jest
nadzieja i nie są sami. Są w tym pałacu ludzie, którzy im pomogą.
***
Norbort
Moha wrzuciła ostatnie rzeczy do torby i szybkim krokiem
udała się na dziedziniec zamku. Pomimo zakazu ojca, by nie jechała
do stolicy cesarstwa razem z nim, zamierzała się i tak udać. Nie mogła
zmarnować okazji, by pomóc uratować swojego starszego brata. Z uwagą
rozglądnęła się wokoło. Gdy nie zauważyła żadnego strażnika, który mógłby
pilnować wozu z rzeczami, wkradła się bezgłośnie do niego i przedarła się do
najbardziej zacienionego miejsca, gdzie nikt jej nie zauważy. nie przejmowała
się, że ktoś zauważy jej nieobecność. Wiele razy zdarzało się jej znikać na
kilka dni, a teraz miała dodatkowy powód, zakaz ojca. Dziewczyna ułożyła się
wygodnie i czekała. Niedługo po raz pierwszy wyjedzie poza granice Islaniru. Po
niecałej godzinie pochód do serca cesarstwa ruszył. Teraz wystarczyło
przeczekać dwa, może trzy dni i będzie mogła się pokazać. Zamknęła oczy i
zapadła w sen.
Kilka godzin później otworzyła z powrotem oczy i poczuła
głód. Zaczęła grzebać w swojej płóciennej torbie w poszukiwaniu czegoś do
zjedzenia. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie swój błąd, zapomniała zabrać
jedzenia. Ze zdenerwowania przeklęła siarczyście. W takim wypadku będzie
musiała poczekać do nocy, gdy większość już uśnie i będzie mogła bezpiecznie
przekraść się po jakiś posiłek. Opadła bezsilnie na torbę leżącą za nią i
odetchnęła głęboko, by się uspokoić. Jak mogła być tak głupia, by zapomnieć o
podstawowej rzeczy, którą jest pożywienie. No nic, teraz temu nie zaradzi.
Przynajmniej będzie miała nauczkę na przyszłość. Z takimi myślami krążącymi po
głowie, ponownie udała się do krainy Morfeusza. Obudziła się dopiero w środku
nocy. Nie słyszała na zewnątrz żadnych dźwięków, więc powoli, starając się nie
hałasować, wyszła z wozu na bagaże. Rozglądnęła się dookoła i wciągnęła powietrze
nosem. W okolicy kilku metrów nie wyczuła niczego podejrzanego. Przekradła się
w stronę przenośnej kuchni i z jednej skrzyni wyciągnęła kawałek chleba, a z
drugiej manierkę wody, która miała jej starczyć na cały, kolejny dzień. Miała
tylko nadzieję, że nikt nie zorientuje się, że podróżuje z nimi nadprogramowy
gość. Gdy zabrała potrzebne rzeczy, czmychnęła cichcem do swojego schronienia. Gdy znów się wygodnie usadowiła i
zjadła posiłek, zaczęła myśleć. Gdzie teraz może być jej brat, co się z nim
dzieje, czy cierpi? Nie mogła pojąć, jak to się stało, że nikt nie zauważył
wcześniej jego zniknięcia. Przecież zawsze był duszą towarzystwa, w przeciwieństwie
do niej.
Następnego dnia, gdy słońce było w najwyższym punkcie, Moha
wreszcie odważyła się ujawnić swoją obecność. Stwierdziła, że po półtorej dniu
drogi, nikt nie będzie chciał się
zawracać do jej rodzinnego zamku. Przy najbliższym postoju, więc wstała i
wygramoliła się ze swojej kryjówki. Gdy wyszła z wozu, na moment słońce ją
oślepiło. Musiała na chwilę zamknąć oczy i dopiero po chwili z powrotem je
otworzyła. W czasie, który spędziła na przyzwyczajenie się do światła, otoczyła
ją grupa strażników. Dziewczyna jedynie westchnęła i z ociąganiem udała się
razem ze swoją eskortą w stron, gdzie znajdował się jej ojciec. Kiedy wreszcie
znalazła się przed obliczem księcia Thusanga, spuściła wzrok zawstydzona.
Przymknęła lekko oczy w oczekiwaniu na naganę ze strony rodzica. Gdy reprymenda
jednak nie nadchodziła, odważyła się podnieść wzrok. Zamiast rozgniewanej
twarzy rodziciela zobaczyła jego litościwy wzrok. Patrzyła na niego ze
zdziwieniem, na co on odezwał się wreszcie.
-Córeczko, naprawdę myślałaś, że nikt nie zorientuje się, że
mamy dodatkowego pasażera?- książę westchnął z pobłażaniem.
-Ja…- Moha zawahała się, co ma powiedzieć- miałam chyba cichą nadzieję, że jednak nikt
się nie zorientuje i zrobię wam malutką niespodziankę, gdy wyjdę z ukrycia.
Usta czarnowłosej panienki ułożyły się w szczery, skromny
uśmiech. Kilku strażników, którzy już nieraz mieli przyjemność użerać się z
młodziutką księżniczką, zaśmiało się po cichu. Wiadomo było, że książę od razu
ulegnie jej wielki, ciemnym oczom i
pięknemu uśmiechowi. Na świecie było pewnie bardzo mało osób, które nie
złamałyby się na widok tej niewinnej twarzyczki. Bogowie musieli być wielkimi
żartownisiami, by takiemu diablikowi dać
anielskie oblicze. Nie musiało więc minąć wiele czasu, żeby większość
osób zapomniała o dodatkowej uczestniczce wyprawy. Po jakimś czasie odpoczynku,
pochód ruszył w dalszą drogę. Nie wolno było zwlekać. W końcu gdzieś daleko
cierpiał najstarszy syn księcia, którego jedynym wsparciem był Sethal i Karima.
Jednakże skąd mieli o tym wiedzieć? Mogli jedynie dotrzeć do stolicy, gdzie
cesarz coś zaradzi.
''Sethal zaczerwieniła się na jej słowa.'' - nie powinno być zaczerwienił?^^
OdpowiedzUsuńOd razu powiem, że nie podobało mi się porównanie do ''Kraniny Morfeusza'' nie pasuje do historii ukazanej, jak i czasów. Fajnie opisałaś spotkanie Karimy w więzieniu. Zaciekawiła mnie też tak szybkie nawiązywanie relacji między bohaterami, tak jakby posiadali szósty zmysł i wiedzieli kto jest '' tym dobrym'' . Popracuj nad powtórzeniami, w tym rozdziale jest ich sporo. Czytało się przyjemnie, załapałam wszystko, więc jest ok xD Sethal&Karima - uwielbiam <3 ~KarolinaMarie
-*-*-*-*-*-*-*-*
www.project-angel01.blogspot.com