Jeśli ktokolwiek to czyta, to przepraszam. Byłam święcie przekonana, że dodałam wczoraj rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Uprzejmie prosiłabym o jakiś komentarz, to naprawdę pomaga człowiekowi pisać.
***
Podróż księcia Thusanga i jego świty trwał już prawie
tydzień. Następnego dnia mieli przybyć do stolicy, gdzie mieszkała rodzina
cesarska zupełnie nieświadoma czynu, którego dopuścił się jeden z rodów
książęcych.
Moha, jak przystało na przyszłą generał, nie jechała na
koniu koło ojca, lecz wśród eskorty
złożonej z wojowników. Pomimo, że była jedyną dziewczyną w towarzystwie, nie
czuła się z tym źle. Od zawsze wolała spędzać czas z płcią przeciwną. Powodem
tego mogło być posiadanie trzech starszych braci i brak dziewczynek na dworze
ojca. Wracając jednak do tematu. Moha prowadziła głośną konwersację razem z
kilkoma żołnierzami. Spierali się właśnie, czy kobiety nadają się do wojska,
czy nie. Zaczęło to się zupełnie niewinnie, gdy jeden z jej kompanów
rzucił uwagę na temat delikatności płci pięknej. Nie
przemyślał chyba, że dziewczyna od razu mu odpyskuje.
- Jeśli uważasz kobiety są za delikatne i nie nadające się
do armii, to nie widziałeś chyba mojego starszego brata, Faina. Temu to
wystarczy nadepnąć na stopę i już jęczy jakby miał rodzić- dziewczyna prychnęła
oburzona.
-Może jest po prostu wyjątkiem, nie pomyślałaś o tym?-
spytał mężczyzna, próbując obronić swojej racji.
-Czcze gadanie! Jakbym poszukała, to na pewno znalazłabym
innych, którzy jak to pięknie ująłeś są zbyt delikatni na wojsko- odpyskowała
Moha.
-A co powiesz na to, że płeć żeńska nie ma wystarczającej
siły, by utrzymać broń!- żołnierz był już pewny o wygranej w tej potyczce
słownej.
-Jeśli jesteś tego pewny, to nie powinien ci przeszkodzić
mały pojedynek na miecze- kilka osób zaśmiało się. Nie od dziś wiadomo, że
jedyna córka Thusanga perfekcyjnie włada wieloma broniami, co było jednym z
powodów decyzji o jej szkoleniu.
Ta wymiana słowna trwała do kolejnego przystanku. Wtedy też
młoda wilczyca, chcąc udowodnić swoją rację, wyciągnęła swoją katanę i stanęła
naprzeciw młodego mężczyzny. Ten, po chwili zdziwienia, obnażył ostrze
przepisowej, wojskowej szpady i ustawił się w rozkroku. Zaczęli wokół siebie
krążyć i po chwili żołnierz, znudzony czekaniem, skoczył w stronę dziewczynki.
Gdy jego broń miała już dotknąć Mohy, ona zgrabnie odskoczyła, przecięła bronią
powietrze i uderzyła go tępą stroną w górną część pleców. Jej przeciwnik
zachwiał się, co ona wykorzystała i
szybko podcięła mu nogi. Mężczyzna, w akcie desperacji chwycił ją za
rękę i pociągnął w dół. Kiedy dziewczyna miała właśnie uderzyć go łokciem w
brzuch, gdzieś w oddali rozległ się dźwięk rogu myśliwskiego. Wszyscy, którzy
dotąd z przejęciem oglądali pojedynek, poderwali się na równe nogi. Tak też
zrobił żołnierz, przeciw któremu walczyła Moha. Wstał prędko i podał
dziewczynce rękę. Ta, z lekkim zdziwieniem, przyjęła pomoc i podniosła się z
ziemi.
Zaczęła się rozglądać
dookoła za swoim ojcem. Po kilku sekundach poszukiwań znalazła go siedzącego na
pniu zwalonego drzewa. Po raz pierwszy
od bardzo dawna na jego twarz wpłynął lekki uśmiech. Wyglądał jakby na coś
czekał. Chwilę później naokoło tej dwójki ustawili się żołnierze w przepisowych
szeregach. Zdziwiona Moha spojrzała na ojca. O co mogło chodzić i dlaczego jej
ojciec się uśmiecha? Czekali tak przez jakiś czas w ciszy, gdy nagle z lasu
wyłoniła się potężna sylwetka. Kiedy postać się zbliżyła, wszyscy ujrzeli
ogromną lwicę. Kocica podeszła do Thusanga i nie minęło dużo czasu, a stała
przed nim wysoka, blondwłosa zmienna w
uniformie cesarskiego posłańca. Bez słowa wyciągnęła zza paska zwinięty rulon,
który podała księciu. Ten bez wahania przyjął go i zaczął czytać. Jego uśmiech
stawał się wtedy coraz szerszy. Gdy
skończył studiować treść, przywołał do siebie skinieniem córkę i przekazał jej
papier. Dziewczyna od razu złapała kartkę i pogrążyła się w lekturze.
Natychmiast poznała nadawcę. Nie było to wyczynem. W całym cesarstwie była
tylko jedna osoba, która mogła napisać te słowa:
Drogi ojcze!
Gdy tylko dotarły do
mnie wieści o porwaniu mego starszego brata, niezwłocznie udałem się z tym do
mego zaufanego przyjaciela i zarazem najstarszego, cesarskiego syna, Orata.
Razem przekazaliśmy tę informację cesarzowi. To on pozwolił mi skorzystać z
najszybszego gońca w całym Lehong. Mam nadzieję, że w tym momencie jesteś już w
drodze do stolicy. Gdy tylko dotrzesz na miejsce, udaj się bez zwłoki do Sali
Tronowej. Ktoś powinien tam na Ciebie czekać. Mam nadzieję na jak najszybsze
spotkanie.
Twój drugi syn,
Casto
Moha przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć, po czym z
poważnym wyrazem twarzy zwróciła się do ojca:
-Kiedy dotrzemy do Cerset?
- Jeśli wyruszymy natychmiast, to powinniśmy zdążyć przed
jutrzejszym południem- książę odpowiedział zadowolony z dorosłej postawy córki.
Wystarczyło mu wymowne spojrzenie dziewczyny, by zacząć
wydawać rozkazy. Gdy wszystko było już przygotowane do wyruszenia i książę
patrzył na swoją córkę, przez myśl przeszło mu pewne zdanie „Pomimo, że jest kobietą i to stosunkowo
delikatną, będzie miała posłuch w wojsku. Ma w sobie siłę i miłosierdzie”
***
Esfolg
Sethal dopiero się obudził. Wiele razy słyszał, że odpowiedź
na pytanie pojawia się wtedy, gdy się o niej nie myśli. Okazało się, że jest to
prawdą. Podczas snu przyszła mu na myśl droga ucieczki. Miał pewne podejrzenie,
że maczała w tym palce któraś z wyroczni, ale nie był co do tego pewny. Musiał
jeszcze dopracować plan z siostrą, ale był bliżej rozwiązania sprawy niż
kiedykolwiek. Aktualnie pędził na złamanie karku do celi, w której
przetrzymywany był Nefalang. Zbiegł prędko po schodach prowadzących do lochów
omal się przy tym nie przewracając. Niestety, musiał w pewnym momencie zwolnić,
by nikt się nie domyślił, że jakieś bliższe uczucia wiążą go z którymś z
więźniów. Już powolnym krokiem podszedł do strażnika i pod pretekstem
obejrzenia ran, poprosił o wpuszczenia do pomieszczenia.
-Nie ma go tam- warknął ponury mężczyzna, od którego czuć
było alkohol.
-Gdzie w takim razie jest?- Seth skrzywił się od zapach
wydobywającego się z ust rozmówcy- jak już wspomniałem, mam za zadanie obejrzeć
jego rany.
Wartownik popatrzyła na niego z powątpiewaniem, po czym
niechętnie odpowiedział:
-Zabrali go na przesłuchanie- uśmiechnął się obrzydliwie-
znając naszego księcia, to będziesz miał potem dużo do roboty.
Sethal otworzył szeroko oczy. O nie, jeśli teraz nie stanie
się jakiś cud, to jego partner może umrzeć. Próbując pohamować uczucia,
odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył w drogę powrotną. Gdy tylko
zniknął z pola widzenia mężczyzny, puścił się pędem w stronę sali tortur,
inaczej nie dało się nazwać tego miejsca.
Był zaledwie kilka korytarzy od komnaty, gdy usłyszał
żałosne krzyki Nefalanga. Złość się w nim zagotowała. Nagle poczuł, że ktoś
chwyta go za rękę i ciągnie w jedno z bocznych przejść. Zaczął się wyrywać,
dopóki nie spojrzał na osobę, która go trzyma. Była to Karima. Kobieta
pokręciła głową. Nie musiała nic mówić. Ona uważała, że nie powinien się
narażać, bo tak nie pomoże partnerowi. Po raz kolejny w tym tygodniu, z oczu
chłopaka zaczęły ciec łzy. Siostra przyciągnęła go do siebie i zaczęła
delikatnie gładzić po plecach.
-Pomożemy mu. W końcu jesteś mistrzem w przyrządzaniu
leczniczych mikstur.
Na te słowa chłopak jedynie westchnął. W końcu co innego
mógł teraz zrobić?