Norbort, 369 rok panowania cesarza Kopanyanga
Kamiennym
korytarzem warowni, należącej od zarania dziejów do rodu Sebete,
najsilniejszych zmiennych w całym Islanir, biegła młoda dziewczynka. Chociaż
powinno się powiedzieć, że była to młodziutka wilczyca, najmłodsza potomkini
obecnego władcy północnego księstwa oraz jego jedyna córka. Trudno było ją
pominąć, ze względu na jej czarne włosy i tego samego koloru oczy, które tak
bardzo różniły się od większości rodziny. Pomimo swoich jedenastu lat i
niewielkiej budowy ciała, co myliło większość ludzi, była silną i szybką
osóbką. Moha pędziła do komnat swojego najstarszego brata, Nefalanga. Musiała
się z nim prędko podzielić decyzją ojca, co do jej szkolenia na generała, nie
przeszkadzało jej nawet to, że brat, jako następca tronu, jako jeden z
pierwszych dowiedział się o wszystkim. Bez
pukania wpadła do jego sypialni, gdzie powinien się znajdować. Ze
zdziwieniem przyjęła, że nikogo nie ma w środku. Zaczęła z zaciekawieniem
rozglądać się po pomieszczeniu. Po chwili Moha zwróciła swój wzrok na łóżko,
gdzie ujrzała czarną jak węgiel kopertę z jakimiś szkarłatnymi plamami. Od razu
odezwała się jej zwierzęca natura, wciągnęła nosem powietrze i wyczuła
delikatną woń sezamu, zmieszanego z kardamonem. Sezam był oczywisty, zapach
należący do wilków, ale kardamon pozostawał niewiadomą. Zabrała ostrożnie
kopertę i obróciwszy się na pięcie, pognała na powrót do sali tronowej, gdzie
powinien się znajdować książę Thusang, jej ojciec. Nie zwracała uwagi na to, że
potrąca osoby idące korytarzem, jej celem było przekazanie widomości i to było
w tym momencie najważniejsze. Tuż przed komnatą wyhamowała i uspokoiła trochę
oddech. Strażnicy pilnujący wrót spojrzeli na nią pytająco, ale ona pokręciła
tylko głową. Nie zamierzała się teraz zagłębiać w tłumaczenie całej sytuacji.
Odetchnęła ostatni raz i weszła do pomieszczenia. Szybkim krokiem pokonała
kilkunastometrowy, czerwony dywan i tuż przed stopniami, prowadzącymi do tronu,
przyklęknęła na jedno kolano, tak jak nakazywała etykieta.
-Ojcze-zwróciła
się swoim wysokim głosikiem do władcy-coś się stało z Nefalangiem, nie ma go w
jego komnatach, a na poduszce jego łoża leżało to.
Wyciągnęła
swoją malutką rączkę, zaciśnięta na kawałku papieru. Jeden z doradców księcia
podszedł do niej i bez słowa odebrał kopertę, po czym wspiął się na schodki i
podał ja swojemu panu. Ten tylko skinął głową, na znak podziękowania i otworzył
zawiniątko. Wszystko rozgrywało się w grobowej ciszy, która obcą osobę mogła
przyprawić o gęsią skórkę, lecz wszyscy zebrani w sali, przywykli już do takiego
zachowania. W pewnym momencie książę Thusang wciągnął gwałtownie powietrze. Coś
naprawdę poważnego musiało się stać, że władca zareagował tak poważnie,
zważywszy na to, że normalnie nie okazuje prawie żadnych emocji.
-Panie, co
się stało?-spytała książęca konsultantka. Kobieta rzadko się odzywała, ale gdy mówiła, wszyscy jej słuchali.
-Te
przebiegłe bestie zaatakowały i wyzwały nas, a ja mam zamiar je pogrążyć tak,
że przez kilkadziesiąt tysiącleci nie wyściubią nosa spoza swoich zameczków- można
było, aż namacalnie wyczuć furię w jego
głosie-Pantery pożałują, że w ogóle się urodziły!
Łatwo było
się domyśleć, co się stało. Następca tronu Sebete, Nefalang, został porwany.
Pomimo wściekłości księcia, jego córka była jedyną osoba, która umiała mu się
przeciwstawić. Niepozorne dziecko, które kochało swojego najstarszego brata,
jak nikogo na świecie.
-Ojcze!
Cesarz Kopanyang nie po to jednoczył wszystkie rasy, byś ty,
razem z tymi stworzeniami, wszystko zniszczył! Trzeba przemyśleć to na
spokojnie, bez zbędnych emocji, które utrudniają podejmowanie dobrych decyzji!-
Moha, najmłodsza osoba w towarzystwie, mówiła z sensem. Słowa nie pasowały do
jej wilczej natury, ale czego można się spodziewać po dziewczynce, która
większość swojego życia spędziła na rozmyślaniu i obserwowaniu starszych?
***
Esfolg, w tym samym czasie
Przed obliczę
księcia Bohata Bahale, zmiennej pantery, wprowadzono pewnego młodzieńca.
Pomimo, że inni popychali go i szydzili z niego, w sposób nie przystający
osobom na dworze książęcym, szedł z wysoko podniesioną głową. Czarne włosy
przystrzyżone na długość zaledwie kilku centymetrów, ciemne oczy błyszczące
odwagą, lekko zadarty nos oraz dumna sylwetka, taki obraz przedstawiał
Nefalang. Nikt, kto by na niego spojrzał, nie podejrzewałby, że właśnie dostał się
do niewoli. Jednak jak to zazwyczaj bywa, pod maską bez uczuć krył się strach.
Miał świadomość, że jego siła i wyszkolenie na nic się zdadzą, jeśli nie
otrzyma niczyjej pomocy.
Ktoś ze
zgromadzonych popchnął Nefalanga, przez co chłopak upadł na kolana przed tronem
Bohata. Pomimo niepokoju, spojrzał władcy w oczy. Widać w nich było pogardę.
-
Zastanawiasz się pewnie, dlaczego tu jesteś- gdy tylko właściciel Esfolgu
przemówił, wszystkie inne rozmowy umilkły- gdy cesarz zjednoczył wszystkie
nacje na naszym kontynencie, postanowiono, by rozdzielić nowo powstałe
cesarstwo na cztery księstwa, podległe stolicy. Twój ojciec oczywiście poparła
Kopanyanga. Nasz ukochany władca, w podzięce dał Thusangowi ziemie, które niegdyś
należały do mojej rodziny! Kiedy tylko rozdzielono krainy pośród naszą czwórkę,
twój ojciec dostał artefakt, który niegdyś przekazywano w mej rodzinie z ojca
na syna. Jak pewnie podzielono się z tobą, jest to TsaKaMatla. Wreszcie
nadarzyła się okazja, by go odzyskać, a ty nam w tym pomożesz!
-Facet,
jesteś szurnięty. Nie mam pojęcia czym jest ten cały TsaKaMatla i ojciec nie
podzielił się ze mną wiedzą, gdzie schował wasze cacuszko. Tak
więc przepraszam, ale nie mogę wam pomóc!- niestety Nefalang zbyt późno
zorientował się, że popełnił kilka podstawowych błędów.
Większość
osób zdaje sobie sprawę, że podnoszenie głosu na osobę, która ma władzę cię
uśmiercić, jest raczej złym pomysłem, tak było i tym razem. Zdenerwowany Bohat
podniósł się ze swojego tronu i ręką, która zaczęła się już zmieniać, uderzył
młodego księcia prosto w twarz. Tylko jeden raz wystarczył, by rozorać cały
policzek, z którego zaczęła obficie lecieć krew. Obrzydzony mężczyzna wytarł
dłoń w podaną przez jednego ze sług chustkę.
-Zabrać go do
celi i niech ktoś się nim potem zajmie, by nam się tu nie wykrwawił. Najlepiej
niech zrobi to Sethal. Chłopak będzie miał okazję się wykazać- na usta władcy
wkradł się sadystyczny uśmiech- tylko żeby podłogi nie zakrwawił!
Jeden ze
stojących najbliżej żołnierzy, pociągnął w górę Nefalang, który z powodu utraty
krwi był lekko zamroczony i nie miał nawet siły się przeciwstawić.
***
Lochami zamku
podążała pewna szczupła postać. Długie, płomiennorude włosy osobnika związano w
schludny warkocz. Luźna szata Sethala, bo tak nazywał się chłopak, związana
była jedwabnym szalem. Młodzieniec nigdy się z nim nie rozstawał, choć często
miał go zarzuconego na ramiona. W ręce trzymał płócienny worek oraz dzban z
letnią wodą. Był to pierwszy raz, od czasu pojmania w niewole, gdy pozwolono mu
samemu coś zrobić. Co prawda, nie była to jakoś ważna robota, miał tylko
opatrzyć jednego z więźniów, by ten się nie wykrwawił. Kiedy podszedł do
odpowiedniej celi, skinął strażnikowi lekko głową. Wartownik bez słowa otworzył
ciężkie kraty i odszedł w stronę drewnianego stołu na którym przygotowano już
talię kart do gry w pokera. Chłopak odetchnął ostatni raz i wszedł do
pomieszczenia. Do jego nozdrzy doszedł
metaliczny zapach krwi z wyczuwalną nutką sezamu oraz słodki, miodowy
zapach, który mógł oznaczać tylko jedno. Tak więc słowa jego matki „To
przychodzi w najmniej spodziewanym momencie, po prostu czujesz słodycz, a
napięcie zaczyna się w tobie kumulować”, okazały się prawdą.
***
Nefalang
ocknął się z niebytu. Nie otwierał oczu, był na to stanowczo zbyt zmęczony.
Gorące powietrze które czuł nawet pod ziemią, nie ułatwiało w skupieniu się nad
swoją sytuacją. Jakiś czas po odzyskaniu
przytomności usłyszał delikatne kroki, wydobywające się z głębi korytarza.
Nagle, rozległ się pisk otwieranych krat. Mężczyzna poczuł ciekawą mieszankę
zapachów, przywodzącą na myśl lata dzieciństwa i bezpieczeństwo. Najsilniejsza
woń była bardzo podobna do mleka. Mogło to oznaczać tylko jedno… osoba, która
weszła do celi albo była w ciąży, albo miała okres płodny. Dopiero po chwili
Nef wychwycił coś jeszcze. Słodkawy zapach. Całe ciało leżącego pokryła gęsia
skórka. Wreszcie pomimo zmęczenia uchylił powoli powieki. Zaledwie kilka metrów
od niego stała drobna postać, zmienny tygrys, jak wywnioskował ze względu na
delikatną nutkę cynamonu, która ledwie przebiła się przez resztę zapachów.
-Witaj
kochany, mam na imię Nefalang i los chyba chce, byśmy byli razem- było to
jedyne co przyszło mu do głowy, gdy go ujrzał i poczuł.
Piękne,
zielone oczy młodego chłopaka wpatrywały się w niego ze zdziwieniem i…
strachem? Jaki potwór musiał zranić tą delikatną osóbkę, że teraz bała się
uczucia, które zesłali im bogowie.
- Jesteś w
ciąży?- była to jedyna rzecz, którą Nefalang chciał wiedzieć. Nie przejmował
się nawet swoim głosem, tak zachrypniętym, że ledwo dało się zrozumieć co mówi.
Widać było,
że słowa te wstrząsnęły Sethem. Jego pierwszą reakcją było szybkie sięgnięcie w
stronę swojego szala i sprawdzenie, czy na pewno jest dobrze zawiązany. Dopiero
gdy się upewnił, że wszystko z nim w porządku, zwrócił swoje spojrzenie z
powrotem na starszego mężczyznę.
- Nie jestem
w ciąży, to tylko okres płodny - rudowłosy wyszeptał- I... nie powinieneś nic
wyczuć.
-Dlaczegóż to?
-Mój szal-
zaczął Sethal- on… nie przepuszcza tego typu zapachów.
-Wiesz- odparł
Nefalang z szelmowskim uśmiechem- to
może mieć coś wspólnego z naszą więzią.
Czarnowłosy
spróbował się zaśmiać, lecz z powodu poobijanego ciała było to niewykonalne.
Jedyną rzeczą, którą udało mu się zrobić, było skrzywienie się. Przerażony
Sethal upadł koło niego na kolana i delikatnie opuścił go ponownie na ziemię.
-Nie
powinieneś się ruszać. Tylko sobie bardziej zaszkodzisz- westchnął
zrezygnowany.
Zmienny
tygrys wyjął ze swojej torby miseczkę i nalał do niej płynu z dzbanka. Potem
wyciągnął kawałek materiału oraz jakąś wonną miksturę. Wlał roztwór do naczynia
i zamoczył w nim tkaninę. Delikatnymi ruchami obmywał twarz towarzysza. Gdy
skończył go myć, odłożył trzymaną rzecz i opuszkami palców zaczął obrysowywać
kształt ust leżącego. Dopiero po chwili zorientował się co zrobił i
zaczerwienił się na całej twarzy. Kiedy spróbował cofnąć dłoń, została ona
zatrzymana przez Nefalanga. Mężczyzna patrzył się w jego oczy z niespotykaną
czułością. Sethal, nie myśląc, pochylił się w stronę starszego i musnął jego
wargi swoimi. Pomimo, że ich usta ledwie się dotknęły, obydwaj poczuli dreszcze
przepływające wzdłuż kręgosłupów.
-Nie
powinniśmy tego robić- wyjąkał zażenowany Seth, gdy się od siebie oderwali-
jeśli ktoś by nas zauważył… nie skończyłoby się to dobrze. Poza tym, nawet cię
nie znam, a ty jesteś ranny i nawet najmniejszy ruch może ci zaszkodzić.
-Przejmujesz
się tym starym dziadem, który mnie tutaj zaciągnął? Jesteś moim partnerem i
nawet te głąby powinny to zrozumieć- krótka tyrada spowodowała, że głos Nefa
stał się jeszcze bardzie zachrypnięty.
Sethal
zaśmiał się cicho i spojrzał kpiąco na starszego.
-Naprawdę tak
uważasz? Ten bydlak tylko to wykorzysta, by potem nas dogłębnie zranić- po
chwili wahania dodał jeszcze- Tak jak całą moją rodzinę.
Gorzkie łzy
zaczęły płynąć po jego różowych policzkach. Czarnowłosy nie miał pojęcia co
zrobić. Od pocieszania był zawsze jego młodsza siostrzyczka. W końcu podniósł
dłoń i delikatnie starł ślad bólu i cierpienia. Nagle obydwaj usłyszeli ciężkie
kroki strażnika. Spanikowany Seth zaczął zbierać swoje rzeczy i szukać czegoś w
swoim tobołku. Po chwili wyciągnął flakonik ze srebrnym płynem.
-Otwórz usta-
wyszeptał, starając się ukryć zaczerwienione oczy- musisz mieć uzupełniony brak
krwi, a to ci w tym pomoże.
Nefalang
posłusznie spełnił prośbę i poczuł na języku gorzki, metaliczny smak. Widząc to
Sethal zachichotał i spojrzał w stronę wyjścia. Gdy nikogo nie zobaczył, po raz
ostatni pocałował starszego i podniósł się na nogi.
-Wrócę, kiedy
będę mógł- zebrał swoje rzeczy i z uśmiechem dodał- tak w ogóle, to mam na imię
Sethal, panie którego bardziej interesował mój zapach!
-Będę czekać
Sethalu- wymruczał Nef i zamknął oczy, przenosząc się w świat snów i marzeń.
Rudowłosy po
raz ostatni spojrzał na swojego partnera, osobę którą mu wybrali bogowie, po
czym szybkim krokiem wyszedł z celi i opuścił lochy.
Musze powiedzieć że opowiadanie dość ciekawie się zapowiada. Zaskoczyłeś/aś mnie dość nietuzinkową fabułą i ''okresem płodnym'' xD co nie zmienia faktu że jest oryginalne. Jeśli chodzi o interpunkcję masz ten sam problem, który i ja miewam :D Zbyt dużo przecinków, ale nie przejmuj się xD Sethal wydaje się być bardzo interesujący.... i wcale nie mam na myśli jego zapachu xD Po drugie wielkie gratulacje za język, doskonale wpasowałeś/aś się w czasy i co najważniejsze widać, że masz o tym pojęcie :) Minusem dla mnie był natłok bohaterów w pierwszym już rozdziale, trudno było się połapać. Ale to przecież szczegół! Tak więc kończąc, młoda wilczyca jest chyba moją ulubioną postacią, jak na razie ^^ Pozderki i życzę dużo, dużo weny, lecę czytać dalej! :) ~KarolinaMarie
OdpowiedzUsuń-*-*-*-*-*-*-*
www.project-angel01.blogspot.com