niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 7

Oto i kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania, klawiatura nie jest taka straszna.
***
 
Było już ciemno, jednakże Sethal, dzięki swoim wyostrzonym zmysłom, z łatwością studiował rozłożoną na piasku mapy. Wynikało z nich, że korytarz którym się wydostali, ma wyjście na wschód, czyli w stronę oceanu. Powinni podróżować jeszcze kilka dni, nim dotrą do wody. Potem zaczną przemieszczać się na północ, do bagien.
 
Rudowłosy westchnął. Miał nadzieję, że wystarczy im zapasów do czasu, aż dotrą do jakiejś osady. Może znajdą się tam jakieś życzliwe osoby, które im pomogą. Nie mógł zabrać ze sobą zbyt wiele, tylko to, co on sam mógł unieść. Nefalang nie był jeszcze zdolny do noszenia ciężkich rzeczy. Ledwie radził sobie podczas ich kilkugodzinnej wędrówki.
 
Nagle obok niego rozległ się szelest materiału. Odwrócił się w tamtą stronę i zobaczył, że jego partner przeciera zaspane oczy. Rudowłosy uśmiechnął się delikatnie, jego Nef wyglądał naprawdę uroczo w takich momentach. Rudowłosy podszedł do niego na czworakach i przyklęknął obok jego klatki piersiowej. Kiedy leżący mężczyzna rozbudził się trochę, wyciągnął dłoń i pogłaskał nią policzek partnera. Zmienny tygrys zarumienił się delikatnie, po czym pochylił się i lekko musnął usta drugiego. Nefalang spróbował pogłębić pocałunek, ale Sethal odsunął się gwałtownie. Twarz księcia momentalnie spochmurniała.

-Dlaczego zawsze mnie odpychasz?- wyburczał- Za każdy razem, gdy próbuję czegoś więcej, ty się odsuwasz!
 
Na obu twarzach widoczny był smutek. Żaden z nich przez jakiś czas się nie odzywał. Dopiero po chwili Sethal wydusił z siebie słowa:
 
-Nie jest to całkowicie moja wina- z jego ust wydobył się szept- Opowiem ci, co się stało, ale proszę, nie przerywaj mi! Moja rodzina pochodzi z lasów Torser. Tam także się wychowałem. Przez wiele lat żyliśmy w spokoju, jednakże nic nie trwa wiecznie- chłopak zaśmiał się gorzko- Pewnego dnia do naszej wioski przybyła grupa żołnierzy. Zostali powitani z gościną. Nikt nie spodziewał się, że to Bohat ich wysłał. Jeden z przybyłych, wydaje mi się że najstarszy, był chory. Już wtedy miałem dość duży talent do uzdrawiania, więc to mnie poproszono o pomoc. Oczywiście zgodziłem się, byłem młodziutki i pragnąłem uwagi ze strony innych. Kiedy tamten leżał w gorączce, reszta miała czas na dokładne oglądnięcie miasteczka. Po kilkunastu dniach mężczyzna wyzdrowiał. Nic już nie trzymało tych demonów w naszym domu, więc mieli wyruszyć następnego dnia. Poszedłem do niego sprawdzić, czy dobrze się czuje. Nie zrobiłbym tego z własnej woli, mężczyzna wzbudzał we mnie strach, jednakże zostałem poproszony przez starszyznę. Kiedy wszedłem do małej chatki, którą zamieszkiwali żołnierze, nikogo nie zobaczyłem. Zacząłem nawoływać od progu, lecz nikt mi nie odpowiadał. Dopiero po chwili usłyszałem przytłumiony krzyk. Nie mam pojęcia, dlaczego nie poszedłem wtedy po pomoc, ale skierowałem się do źródła hałasu. Kiedy otworzyłem jedne drzwi, zobaczyłem jednego z przybyłych, który właśnie poderżnął gardło mojej sąsiadce. Biedaczka przeżyła dopiero czterdzieści wiosen. Spróbowałem wyjść po cichu na zewnątrz, ale znikąd pojawił się kolejny z nich. Zaciągnął mnie do pokoju i rzucił na podłogę. Ze strachu nie potrafiłem się ruszyć. Nie pamiętam zbyt wiele z tego, co się działo potem. Czułem tylko ogień trawiący dolną część mojego ciała. Gdy ci dwaj skończyli się zaspokajać, po prostu zniknęli. Jakiś czas później znalazła mnie Karima. Niepokoiła się, że tak długo nie wracam. Leżałem ponoć na podłodze cały we krwi. Moja siostra znalazła w sobie siłę i zaniosła mnie do naszego domu. Razem z matką oczyściła moje ciało i położyła na posłaniu. W tym czasie ojciec zebrał kilka silnych osób i poszedł szukać mężczyzn, jednak nigdzie ich nie było. Pewnie poszli dalej, do kolejnej wioski. Przez wiele tygodni nie wychodziłem z mojego pokoju. Jedynie dzięki Karimie zacząłem rozmawiać z innymi i przestałem bać się dotyku. Przynajmniej takiego bez podtekstu. Kilka tygodni później, gdy funkcjonowałem względnie normalnie, dostrzegłem na rynku mojego dawnego pacjenta. Nie zdążyłem dobiec na pole, gdzie pracował mój ojciec, ponieważ rozpętało się piekło. Znikąd pojawiło się wojsko, które zaczęło mordować ludzi. Ogarnął mnie paniczny strach, a moje myśli pognały w stronę tamtego wieczoru. Znów nie mogłem się ruszać. Nagle przedemną wyrósł on, sam książę. Zamachnął się mieczem i uderzył mnie w głowę płaską stroną klingi. Gdy się obudziłem, byłem w jakimś jasnym pomieszczeniu. Leżałem związany na ziemi. Musieli mi coś podać, bo nie udałoby im się mnie przewieźć bez ponownego ogłuszenia. Wracając jednak do tematu, tak właśnie znalazłem się w Sandburgu. Spędziłem tam dziesięć lat, dopóki nie pojawił się pewien zadufany w sobie wilk, który okazał się moim partnerem i dał mi nadzieję na normalne życie- zakończył z delikatnym uśmiechem, próbując ukryć zaczerwienione oczy.
 
Nefalang siedział chwilę z otwartymi ustami, po czym delikatnie przyciągnął do siebie Sethala i przytulił go do swojej klatki piersiowej. 
 
-Przepraszam-wyszeptał, gładząc delikatnie jego włosy- powinienem wiedzieć, że masz jakiś powód.
 
Siedzieli przez jakiś czas przytuleniu do siebie.
 
-Wiesz- zaczął niepewnie Sethal- jest o wiele łatwiej, gdy się komuś o wszystkim powie. Czuję się teraz pewniej.
 
Starszy uśmiechnął się na to i musnął delikatnie jego czoło.
 
- Pamiętaj, że możesz mi powiedzieć o wszystkim. Jestem w końcu twoim partnerem, może się na coś przydam- Sethal parsknął śmiechem na jego słowa- Nie śmiej się kochanie, to ty jesteś
bohaterem. Uwolniłeś mnie i miałeś obmyślony plan. A ja? Leżałem nieprzytomny w celi.
 
- Nie udałoby mi się to bez Karimy i Resterofa- westchnął ciężko- Powinniśmy już ruszać. Jeśli się pospieszymy to już za kilka dni dotrzemy do oceanu, a wtedy będzie się łatwiej podróżowało.
 
Wstał z kolan Nefalanga i zaczął zbierać leżące na piasku rzeczy. Zmienny wilk patrzył się na niego przez chwilę, lecz zaraz zaczął mu pomagać. Nie mieli ze sobą zbyt wielu tobołków, więc pakowanie trwało zaledwie chwilę. Gdy byli już gotowi, ruszyli w drogę. Musieli się co jakiś czas zatrzymywać, ze względu na zdrowie Nefalanga, ale parli się do przodu. Szli zaledwie kilka godzin, kiedy nagle z daleka rozległ się dudniący dźwięk. Oczy Sethala rozszerzyły się ze strachu, a jego twarz zwróciła się w stronę partnera.
 
- Chyba już zauważyli, że nas nie ma- wyszeptał rudowłosy.
 
***
 
Następnego Dnia Moha przyszła na umówione spotkanie. Z każdą chwilą czuła się coraz bardziej zniecierpliwiona. Miała nadzieję, że będzie mogła spędzić z Galletem cały dzień.
 
Usiadła na ławeczce i czekała. Mijały kolejne godziny, a chłopak nie przychodził. Zaczęła się coraz bardziej niecierpliwić. Nagle, gdy dzwony już dawno wybiły południe, zza zakrętu wybiegł jej zaczerwieniony ze zmęczenia partner. Gdy wreszcie stanął naprzeciw niej próbując złapać oddech, zdenerwowana Moha podniosła się na nogi.
 
- Mówiłeś bym przyszła, kiedy wybije dwunasta, a sam się spóźniasz!- warknęła przez zęby.
 
- Przepraszam- wydyszał- Nie miałem zamiaru przyjść o tej godzinie. Ojciec mnie zatrzymał.
 
- Kim jest więc twój ojciec, dzięki któremu zawodzisz moje zaufanie?- powiedziała zimnym tonem, na co chłopak się skulił.
 
- Nie mogę ci jeszcze powiedzieć- mruknął pod nosem- będziesz mnie wtedy traktowała zupełnie inaczej. Chcę być dla ciebie samym sobą, a nie synem mego ojca.
 
- Wydawało mi się, że jestem twoją partnerką, powinnam raczej wiedzieć taką rzecz- upierała się dziewczyna.

- Znasz go- wymamrotał po chwili ciszy- jest najważniejszą osobą w tym cholernym państwie.
Moha otworzyła szerzej oczy, przecież najważniejszą osobą w Cesarstwie jest...
 
- Jesteś cesarskim synem- chłopak skinął niepewnie głową.
 
Młoda wilczyca stała chwilę patrząc na niego, po czym osunęła się na ławkę. Musiała przemyśleć całą sytuację. Rozumiała postępowanie Galleta, jednakże poczuła się lekko zraniona. Po chwili ciszy, która zapadła, chłopak uklęknął pomiędzy jej nogami.
 
- Powinienem ci powiedzieć to wcześniej, prawda?- dziewczyna skinęła potakująco i spojrzała w jego oczy- Przepraszam, czasami nie myślę.
 
Wpatrywali się w siebie przez jakiś czas, kiedy Moha pochyliła się nagle i musnęła jego usta swoimi. Po chwili wahania starszy oddał pocałunek. Pieszczota nie trwała długo, lecz obydwoje ledwo mogli złapać oddech po jej zakończeniu. 
 
- Chyba się w tobie zakochałem- szepnął jej od ucha chłopak, na co ona zaśmiała się.
 
- Ja chyba też się w tobie zakochałam- odpowiedziała mu z uśmiechem.

niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 6

Hej, obiecałam, że w weekend dodam kolejny rozdział i proszę, oto on. Zapraszam do czytania i komentowania!
***
 
Sethal przygotowywał swoją siostrę do jej roli. Gdy skończył układać włosy kobiety, ona wstała i zaczęła nakładać na siebie cienką sukienkę. Wyglądała cudownie. Delikatny  makijaż podkreślał ładnie wykrojone usta i lekko skośne oczy.
Rudowłosy patrzył przez chwilę na siostrę, po czym przytulił się do niej. Starsza oddała uścisk, lecz chwilę później odsunęła się i uśmiechnęła smutno.
- Nie martw się braciszku, jestem genialną aktorką i nikt się nie zorientuje- pocieszyła go, chociaż sama nie miała przed sobą łatwego zadania- będę czekać, aż po mnie wrócisz.
Na pożegnanie musnęła jego czoło ustami i wyszła. Młody zmienny czekał, dopóki nie usłyszał dzwonów. Gdy rozległ się ich dźwięk, rzucił się pędem w stronę lochów. W rozgardiaszu nikt nie zwracał na niego uwagę.
Kiedy dotarł do podziemi, zaczął się rozglądać za strażnikiem. Nie zauważył go nigdzie, więc pchnął drzwi stróżówki i zaczął szukać klucza do celi Nefalanga. Nie mógł nigdzie znaleźć przedmiotu. Nagle usłyszał czyjeś ciężkie kroki. Ze strachem zaczął poszukiwać jakiegoś schronienia. W kącie pokoju stała toporna, drewniana szafa. Rudowłosy podbiegł do niej i przystąpił do ciągnięcia ze zdenerwowaniem jej drzwiczek. Po chwili ustąpiły, a chłopak wgramolił się do środka i pociągnął do siebie zamknięcie mebla. Po chwili usłyszał przytłumione dźwięki dochodzące z pomieszczenia.
Miał nadzieję, że osoba, która weszła do środka nie jest zbyt spostrzegawcza i nie zorientuje się o obecności kogoś jeszcze. Jakiś czas siedział skulony, gdy nagle drzwiczki otworzyły się z trzaskiem. Po drugiej stronie stał postawny mężczyzna. Sethal po zapachu poznał, że jest zmiennym niedźwiedziem. Tłumaczyło to jego posturę.
Rudowłosy został gwałtownie wyciągnięty na zewnątrz i jego opór na nic się nie zdał. Gdy mężczyzna go puścił, chłopak upadł na ziemię i zaczął się cofać ze strachem. Bał się jak nigdy wcześniej. Miał wrażenie, że za chwilę umrze w tym pokoju, zapomniany przez cały świat.
- Co tu robisz tygrysie?- zapytał wreszcie stojący.
- Mój partner, ja chciałem mu tylko pomóc. Inaczej nawet bym nie próbował- zaczął się plątać, a łzy natychmiastowo pojawiły się w jego oczach.
- Kto?
- Słucham?- zdziwiony Sethal spróbował pohamować łzy.
- Kto jest twoim partnerem?- warknął niedźwiedź .
- Książę Nefalang, jeden z więźniów- wyszeptał wystraszony chłopak.
Wtedy stała się rzecz praktycznie niemożliwa, postawny mężczyzna wyciągnął swoją wielką dłoń w stronę siedzącego. Rudowłosy, z lekkim wahaniem, przyjął pomoc i wstał na drżące nogi. Podtrzymywany przez mężczyznę, który wcześniej wyglądał jakby pragnął jego śmierci, a teraz się uśmiechał, jakoś utrzymał się w pionie.
- Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Musiałem się upewnić, że jesteśmy po tej samej stronie- powiedział, po czym dodał z lekkim ukłonem- jestem Resterof, zwiadowca Jego Cesarskiej Mości. Zostałem tu wysłany razem z moją drużyną, czy wiadomość o porwaniu syna księcia Thusanga była prawdziwa.
Sethal stał chwilę zamurowany, a potem powiedział niepewnie.
- Czy mógłbyś udowodnić mi, że jesteś tym, za kogo się podajesz?
Mężczyzna podciągnął jedynie rękaw lnianej koszuli. Na jego przedramieniu widniał tatuaż, który przedstawiał włócznię z mieczem. Pod spodem znajdowało się trzydzieści, cienkich kreseczek. Trzydzieści lat służby w imieniu cesarza. Gdy chłopak to zobaczył, odchrząknął.
- Jeśli już wiesz, że wiadomość była prawdziwa, to mógłbyś mi pomóc uratować Nefalanga. To jedyna taka okazja. Moja siostra poświęca teraz swoje życie, bym ja mógł być razem z ukochanym- błagalny ton głosu przekonał Resterofa, nie mógł patrzeć na cierpienie tego drobnego chłopaczka.
Postawny mężczyzna poprosił młodego o poprowadzenie do celi księcia. Sethal nie miał pojęcia, co tamten zamierza zrobić. Z tego co wiedział, żaden z nich nie posiadał klucza do pomieszczenia.
Kiedy dotarli pod kraty, zwiadowca przyłożył lewą rękę do zamka, a metal zaczął się topić. Po chwili drzwi stanęły otworem. Sethal patrzył się chwilę na zmiennego niedźwiedzia, następnie wkroczył do środka. Przykucnął obok Nefalanga i wlał mu do ust zieloną maź. Nie minęło dużo czasu, nim chłopak poderwał się do siadu. Przez chwilę oddychał ciężko. Gdy uspokoił oddech, zwrócił się z pytaniem do swojego partnera.
- Seth, co się dzieje?
- Musimy się pośpieszyć. Mamy mało czasu, żeby się wydostać, a następnej okazji możemy nie mieć. Tamten mężczyzna to Resterof, jest cesarskim zwiadowcą i nam pomoże.
Zmienny wilk jedynie pokornie przytaknął i wyciągnął rękę po pomoc we wstaniu. Rudowłosy podciągnął go z lekkim wysiłkiem. Magle poczuł, że ciężar partnera nie jest już taki wielki. Spojrzał w bok i ujrzał wysłannika ze stolicy, który podtrzymuje jego partnera.
- Prowadź, ja go będę trzymał-wyrzekł olbrzym.
Sethal skinął głową i wyszedł szybko z celi. Ruszył prędko w głąb korytarza. Co jakiś czas oglądał się za siebie, by zobaczyć, czy mężczyźni podążają za nim. W pewnym momencie dotarli do zmurszałych, drewnianych drzwiczek. Korytarz w tym miejscu był bardzo ciasny, a ściany pokryte starymi pajęczynami. Zmienny niedźwiedź z powodu swojego postawnego ciała ledwie się mieścił i stał przygarbiony.
Kiedy Nefalang i Resterof odpoczywali, rudy szukał czegoś na ścianie. W końcu znalazł wgłębienie w jednym z kamieni, więc wsunął do środka palce. Drzwi stanęły otworem z cichym szczękiem. Sethal odwrócił się do towarzyszy. Blady Nef opierał się o ścianę i ciężko oddychał. Resterof patrzył przez chwilę na ciemne przejście.
-Dalej z wami nie pójdę- powiedział mężczyzna- spróbuję odwrócić ich uwagę od waszej ucieczki.
- Dziękuję-wyszeptał rudowłosy i podszedł do wyższego- mam nadzieję, że nic ci się nie stanie i… mogę mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę?
Zmienny niedźwiedź skinął delikatnie głową.
- Chodzi o moją siostrę, czy mógłbyś się upewnić, że wszystko z nią w porządku?
- Oczywiście- przytaknął- jednakże teraz powinniście już iść. Nie powinniście tracić czasu.
Popchnął lekko chłopaka, odwrócił się i zniknął w korytarzu, z którego przyszli.
 
***
Moha leżała w łożu z otwartymi oczyma. Już od kilku godzin myślała o minionym dniu. Nie mogła wyjść ze zdziwienia, że odnalazła swojego partnera. Bardzo rzadko zdarzało się to przed pięćdziesiątymi urodzinami, a ona w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat już go spotkała. Westchnęła z rozmarzeniem, jeszcze nigdy nie spotkała tak doskonałej istoty, jak on.
Przymknęła oczy i z obrazem partnera przed oczyma, zasnęła.
***
Karima skuliła się w kącie swojej komnaty. Jeszcze nikt nie zorientował się, że to ona odurzyła księcia. Było to jednak tylko kwestią czasu. Nagle po pomieszczeniu rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Z lekkim wahaniem podeszła do nich i uchyliła je lekko. Gdy ujrzała, kto tam stoi, aż wciągnęła ze zdziwienia powietrze.
- Resterof- wyszeptała.
Rzuciła się w ramiona mężczyzny i po chwili odszukała jego usta swoimi. Całowała go zachłannie, aż oboje stracili oddech.
- Nie spodziewałem się, że to ciebie tutaj spotkam- wymruczał do jej ucha.