***
Kilka dni później, gdy cesarz wydał już rozkaz zwiadowcom i
mieszkańcom stolicy zostało tylko czekanie na wyniki rekonesansu, Moha szła
zamyślona ogrodem cesarskim.
Park był przepiękny, przez środek prowadziła brukowana
ścieżka, którą otaczała intensywnie zielona trawa. Co jakiś czas rosły wielkie
drzewa. Gdzieniegdzie postawione zostały drewniane ławeczki, by przechodzący
mogli odpocząć w gorący dzień. Pośród trawy widać było kolorowe kwiaty.
Jednakże młoda wilczyca ie zwracała na to wszystko uwagi. Miała
już dość panującego w pałacu zachowania. Prawie wszyscy traktowali ją jak małe
dziecko, a tylko nieliczni zwracali uwagę na jej zdanie. Była tym oburzona,
przecież jako jedna z niewielu wiedziała, co się dokładnie wydarzyło w Norborcie.
Gdy tak parła przed siebie i złorzeczyła w myślach na
wszystkie znane jej osoby, nie zauważyła zakrętu ścieżki i wystającego z ziemi
korzenia. Z rozpędem zahaczyła nogą o wystający kawałek drewna i gdyby nie
pewien młodzieniec, który pojawił się znikąd, najpewniej skończyła by na trawie
z rozbita głową. Aczkolwiek chłopak tam był i chwycił ją w pasie, zanim się
przewróciła.
Kiedy pierwszy szok minął, Moha poczuła coś dziwnego, w
powietrzu unosił się słodkawy zapach. Kiedyś usłyszała pewną służkę, która tak
opisywała woń partnerstwa. Dziewczyna wciągnęła gwałtownie powietrze i
odwróciła się powoli w stronę swojego wybawcy, który wciąż trzymał ją w swoich
ramionach.
Z zaciekawieniem zaczęła przypatrywać się jego twarzy. Nie mógł
być od niej o wiele starszy, może z dziesięć lat, co oznaczało, że przeżył już około
trzydzieści wiosen. Jego włosy były białe z lekkimi połyskami błękitu. Oczy ,
nienaturalnie czerwone, były otoczone przez długie, jasne rzęsy. Na bladej
skórze wyraźnie było widać zaróżowienie od słońca.
Po chwili trwania w bezruch chłopak odchrząknął i odsunął
wilczycę od siebie. Był od niej wyższy o półtorej głowy, więc gdy mierzył ją
kilka sekund spojrzeniem, głowę miał skierowaną w dół.
Nagle uśmiechnął się szeroko i ujął lekko dłoń osłupiałej
dziewczyny. Pocałował delikatnie jej wierzch i ukłonił się z gracją.
- Witaj moja piękna, nazywam się Gallet. Czy zechciałabyś
być tak łaskawa i ujawniłabyś mi swe imię?- jego styl mówienia zdradzał, że
pochodzi z wyższych stref. Słowa nie wydawały się wymuszone, idealnie do niego
pasowały.
- Moha- zawahała się przez chwilę. Nie była pewna, czy
powinna mu od razu zdradzić swoje pochodzenie. Po szybkim przeanalizowaniu
sytuacji dodała- Księżniczka Moha, córka księcia Thusanga, władcy Norbortu.
- Tak więc księżniczko, czy wiesz jakiego zaszczytu właśnie
dostąpiliśmy?
Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Była świadoma kogo
właśnie poznała, ale najpierw musi dowiedzieć się czegoś o swoim partnerze. Nie
rzuci się przecież w ramiona dopiero co poznanemu mężczyźnie, nawet jeśli jest
jej partnerem.
- Jestem świadoma zaistniałej sytuacji, jednakże… czy
moglibyśmy zwracać się do siebie mniej oficjalnie?
- Ależ oczywiście moja droga, w końcu powinniśmy poznać się
lepiej, a taki język raczej nam ego nie ułatwi. Wybacz mi jednak, jeśli czasami
powiem coś w zbyt pompatycznym stylu, po tylu latach na dworze przywykłem do
takiego języka.
Zaśmiała się cicho. Towarzyszący jej chłopak miał w sobie
coś, co poprawiało humor i odwracało jej myśli od nieprzyjemnej rzeczywistości.
Po chwili stania w tym samym miejscu, Gallet zaproponował, by usiedli na ławce
niedaleko. Moha przyjęła tę propozycję z wdzięcznością, nogi zaczynały już ją
boleć od stania w jednym miejscu.
- A więc kochana, co takiego robisz w stolicy. Nieczęsto przyjeżdżają
tu osoby z północy. Wyjątkiem jest książę Casto, twój brat jak mniemam.
- Tak, Casto jest moim bratem. Co do powodu mojej wizyty
tutaj, nie mogę uwierzyć, że o tym nie słyszałeś. Ponad tydzień temu z naszego
zamku został uprowadzony Nefalang, to jest mój najstarszy z braci i
jednocześnie następca ojca. W jego pokoju wyczuć można był o woń zmiennych
panter, a na łożu leżała czarna koperta. Nie wiem, co w niej było, jednakże
treść musiała bardzo zdenerwować ojca. Dobrze, że udało mi się go uspokoić, bo
inaczej zrobiłby coś głupiego- wzięła głęboki oddech i na chwilę przerwała
opowiadanie- kilka dni później wyruszył orszak w stronę cesarstwa. Nie miało
mnie tam być, jednak nie mogłam usiedzieć na miejscu i ukryłam się w jednym z
wozów. Potem przybyliśmy tutaj. Najpierw cesarz nie chciał się zgodzić na
wysłanie patrolu, który sprawdziłby co się dzieje, ale znowu nie mogłam
usiedzieć na miejscu i tak jakby… weszłam w nocy do części pałacu, w której
leżą komnaty cesarskie. W międzyczasie Kopanyang zdążył zmienić zdanie, więc teoretycznie
niepotrzebnie się narażałam, ale przynajmniej coś zrobiłam.
Kiedy Moha skończyła opowiadać, Gallet siedział chwilę
zamurowany, po czym parsknął śmiechem.
- Jesteś niemożliwa. Jeszcze nigdy nie poznałem osoby, która
miałaby w sobie tyle miłości do brata.
Nagle z oddali odezwał się dźwięk dzwonów, na co obydwoje
poderwali się gwałtownie. Było już naprawdę późno. Podczas rozmowy z partnerem,
dziewczyna zupełnie straciła poczucie czasu. Musiała już iść, więc pożegnała
się szybko i już miała się odwrócić, lecz on przyciągnął ją do siebie i
przytulił.
- Przyjdź tutaj jutro w południe- wyszeptał wilczycy do
ucha, odsunął się kilka kroków i po prostu rozmył się w powietrzu.
Moha stała jakiś czas zdziwiona, ten jasnowłosy osobnik był naprawdę
intrygujący.
***
Esfolg
Sethal spędzał wiele czasu przy swoim partnerze. Nie opuszczał
go prawie nigdy, a biorąc pod uwagę, w jakim stanie był mężczyzna, to rudowłosy
miał wiele czasu do namysłu. Cały plan ucieczki miał już dokładnie obmyślony,
trzeba było tylko czekać na stosowny moment.
Młody zmienny westchnął i podniósł się z zimnej podłogi. Umówił
się z siostrą, że pomoże jej się przygotować na kolejną noc z księciem. Od czasu
pojmania Karima miała okropne życie, jednakże znajdywała czas, by pomóc mu i
Nefalangowi. Był jej za to dozgonnie wdzięczny.
Po chwili dotarł do pokoju siostry. Kobieta stała na środku
pomieszczenia owinięta jedynie kocem. Jej kasztanowe włosy były w całkowitym
nieładzie. Nagle odezwała się zachrypniętym głosem:
-Już czas Sethalu, trzeba wprowadzić plan w życie!