niedziela, 18 października 2015

Rozdział 5

Hej, jest mi naprawdę przykro, że rozdział nie ukazał się tak, jak powinien, ale ten tydzień by dla mnie dość ciężki. Mam nadzieję, że znajdzie się jakaś osoba, która to przeczyta. Uprzejmie proszę o komentarze, w których powiecie mi, gdzie zrobiłam błędy. Zapraszam do czytania!
 
***
 
Kilka dni później, gdy cesarz wydał już rozkaz zwiadowcom i mieszkańcom stolicy zostało tylko czekanie na wyniki rekonesansu, Moha szła zamyślona ogrodem cesarskim.
Park był przepiękny, przez środek prowadziła brukowana ścieżka, którą otaczała intensywnie zielona trawa. Co jakiś czas rosły wielkie drzewa. Gdzieniegdzie postawione zostały drewniane ławeczki, by przechodzący mogli odpocząć w gorący dzień. Pośród trawy widać było kolorowe kwiaty.
Jednakże młoda wilczyca ie zwracała na to wszystko uwagi. Miała już dość panującego w pałacu zachowania. Prawie wszyscy traktowali ją jak małe dziecko, a tylko nieliczni zwracali uwagę na jej zdanie. Była tym oburzona, przecież jako jedna z niewielu wiedziała, co się dokładnie wydarzyło w Norborcie.
Gdy tak parła przed siebie i złorzeczyła w myślach na wszystkie znane jej osoby, nie zauważyła zakrętu ścieżki i wystającego z ziemi korzenia. Z rozpędem zahaczyła nogą o wystający kawałek drewna i gdyby nie pewien młodzieniec, który pojawił się znikąd, najpewniej skończyła by na trawie z rozbita głową. Aczkolwiek chłopak tam był i chwycił ją w pasie, zanim się przewróciła.
Kiedy pierwszy szok minął, Moha poczuła coś dziwnego, w powietrzu unosił się słodkawy zapach. Kiedyś usłyszała pewną służkę, która tak opisywała woń partnerstwa. Dziewczyna wciągnęła gwałtownie powietrze i odwróciła się powoli w stronę swojego wybawcy, który wciąż trzymał ją w swoich ramionach.
Z zaciekawieniem zaczęła przypatrywać się jego twarzy. Nie mógł być od niej o wiele starszy, może z dziesięć lat, co oznaczało, że przeżył już około trzydzieści wiosen. Jego włosy były białe z lekkimi połyskami błękitu. Oczy , nienaturalnie czerwone, były otoczone przez długie, jasne rzęsy. Na bladej skórze wyraźnie było widać zaróżowienie od słońca.
Po chwili trwania w bezruch chłopak odchrząknął i odsunął wilczycę od siebie. Był od niej wyższy o półtorej głowy, więc gdy mierzył ją kilka sekund spojrzeniem, głowę miał skierowaną w dół.
Nagle uśmiechnął się szeroko i ujął lekko dłoń osłupiałej dziewczyny. Pocałował delikatnie jej wierzch i ukłonił się z gracją.
- Witaj moja piękna, nazywam się Gallet. Czy zechciałabyś być tak łaskawa i ujawniłabyś mi swe imię?- jego styl mówienia zdradzał, że pochodzi z wyższych stref. Słowa nie wydawały się wymuszone, idealnie do niego pasowały.
- Moha- zawahała się przez chwilę. Nie była pewna, czy powinna mu od razu zdradzić swoje pochodzenie. Po szybkim przeanalizowaniu sytuacji dodała- Księżniczka Moha, córka księcia Thusanga, władcy Norbortu.
- Tak więc księżniczko, czy wiesz jakiego zaszczytu właśnie dostąpiliśmy?
Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Była świadoma kogo właśnie poznała, ale najpierw musi dowiedzieć się czegoś o swoim partnerze. Nie rzuci się przecież w ramiona dopiero co poznanemu mężczyźnie, nawet jeśli jest jej partnerem.
- Jestem świadoma zaistniałej sytuacji, jednakże… czy moglibyśmy zwracać się do siebie mniej oficjalnie?
- Ależ oczywiście moja droga, w końcu powinniśmy poznać się lepiej, a taki język raczej nam ego nie ułatwi. Wybacz mi jednak, jeśli czasami powiem coś w zbyt pompatycznym stylu, po tylu latach na dworze przywykłem do takiego języka.
Zaśmiała się cicho. Towarzyszący jej chłopak miał w sobie coś, co poprawiało humor i odwracało jej myśli od nieprzyjemnej rzeczywistości. Po chwili stania w tym samym miejscu, Gallet zaproponował, by usiedli na ławce niedaleko. Moha przyjęła tę propozycję z wdzięcznością, nogi zaczynały już ją boleć od stania w jednym miejscu.
- A więc kochana, co takiego robisz w stolicy. Nieczęsto przyjeżdżają tu osoby z północy. Wyjątkiem jest książę Casto, twój brat jak mniemam.
- Tak, Casto jest moim bratem. Co do powodu mojej wizyty tutaj, nie mogę uwierzyć, że o tym nie słyszałeś. Ponad tydzień temu z naszego zamku został uprowadzony Nefalang, to jest mój najstarszy z braci i jednocześnie następca ojca. W jego pokoju wyczuć można był o woń zmiennych panter, a na łożu leżała czarna koperta. Nie wiem, co w niej było, jednakże treść musiała bardzo zdenerwować ojca. Dobrze, że udało mi się go uspokoić, bo inaczej zrobiłby coś głupiego- wzięła głęboki oddech i na chwilę przerwała opowiadanie- kilka dni później wyruszył orszak w stronę cesarstwa. Nie miało mnie tam być, jednak nie mogłam usiedzieć na miejscu i ukryłam się w jednym z wozów. Potem przybyliśmy tutaj. Najpierw cesarz nie chciał się zgodzić na wysłanie patrolu, który sprawdziłby co się dzieje, ale znowu nie mogłam usiedzieć na miejscu i tak jakby… weszłam w nocy do części pałacu, w której leżą komnaty cesarskie. W międzyczasie Kopanyang zdążył zmienić zdanie, więc teoretycznie niepotrzebnie się narażałam, ale przynajmniej coś zrobiłam.
Kiedy Moha skończyła opowiadać, Gallet siedział chwilę zamurowany, po czym parsknął śmiechem.
- Jesteś niemożliwa. Jeszcze nigdy nie poznałem osoby, która miałaby w sobie tyle miłości do brata.
Nagle z oddali odezwał się dźwięk dzwonów, na co obydwoje poderwali się gwałtownie. Było już naprawdę późno. Podczas rozmowy z partnerem, dziewczyna zupełnie straciła poczucie czasu. Musiała już iść, więc pożegnała się szybko i już miała się odwrócić, lecz on przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- Przyjdź tutaj jutro w południe- wyszeptał wilczycy do ucha, odsunął się kilka kroków i po prostu rozmył się w powietrzu.
Moha stała jakiś czas zdziwiona, ten jasnowłosy osobnik był naprawdę intrygujący.
***
Esfolg
 
Sethal spędzał wiele czasu przy swoim partnerze. Nie opuszczał go prawie nigdy, a biorąc pod uwagę, w jakim stanie był mężczyzna, to rudowłosy miał wiele czasu do namysłu. Cały plan ucieczki miał już dokładnie obmyślony, trzeba było tylko czekać na stosowny moment.
Młody zmienny westchnął i podniósł się z zimnej podłogi. Umówił się z siostrą, że pomoże jej się przygotować na kolejną noc z księciem. Od czasu pojmania Karima miała okropne życie, jednakże znajdywała czas, by pomóc mu i Nefalangowi. Był jej za to dozgonnie wdzięczny.
Po chwili dotarł do pokoju siostry. Kobieta stała na środku pomieszczenia owinięta jedynie kocem. Jej kasztanowe włosy były w całkowitym nieładzie. Nagle odezwała się zachrypniętym głosem:
-Już czas Sethalu, trzeba wprowadzić plan w życie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz