niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 6

Hej, obiecałam, że w weekend dodam kolejny rozdział i proszę, oto on. Zapraszam do czytania i komentowania!
***
 
Sethal przygotowywał swoją siostrę do jej roli. Gdy skończył układać włosy kobiety, ona wstała i zaczęła nakładać na siebie cienką sukienkę. Wyglądała cudownie. Delikatny  makijaż podkreślał ładnie wykrojone usta i lekko skośne oczy.
Rudowłosy patrzył przez chwilę na siostrę, po czym przytulił się do niej. Starsza oddała uścisk, lecz chwilę później odsunęła się i uśmiechnęła smutno.
- Nie martw się braciszku, jestem genialną aktorką i nikt się nie zorientuje- pocieszyła go, chociaż sama nie miała przed sobą łatwego zadania- będę czekać, aż po mnie wrócisz.
Na pożegnanie musnęła jego czoło ustami i wyszła. Młody zmienny czekał, dopóki nie usłyszał dzwonów. Gdy rozległ się ich dźwięk, rzucił się pędem w stronę lochów. W rozgardiaszu nikt nie zwracał na niego uwagę.
Kiedy dotarł do podziemi, zaczął się rozglądać za strażnikiem. Nie zauważył go nigdzie, więc pchnął drzwi stróżówki i zaczął szukać klucza do celi Nefalanga. Nie mógł nigdzie znaleźć przedmiotu. Nagle usłyszał czyjeś ciężkie kroki. Ze strachem zaczął poszukiwać jakiegoś schronienia. W kącie pokoju stała toporna, drewniana szafa. Rudowłosy podbiegł do niej i przystąpił do ciągnięcia ze zdenerwowaniem jej drzwiczek. Po chwili ustąpiły, a chłopak wgramolił się do środka i pociągnął do siebie zamknięcie mebla. Po chwili usłyszał przytłumione dźwięki dochodzące z pomieszczenia.
Miał nadzieję, że osoba, która weszła do środka nie jest zbyt spostrzegawcza i nie zorientuje się o obecności kogoś jeszcze. Jakiś czas siedział skulony, gdy nagle drzwiczki otworzyły się z trzaskiem. Po drugiej stronie stał postawny mężczyzna. Sethal po zapachu poznał, że jest zmiennym niedźwiedziem. Tłumaczyło to jego posturę.
Rudowłosy został gwałtownie wyciągnięty na zewnątrz i jego opór na nic się nie zdał. Gdy mężczyzna go puścił, chłopak upadł na ziemię i zaczął się cofać ze strachem. Bał się jak nigdy wcześniej. Miał wrażenie, że za chwilę umrze w tym pokoju, zapomniany przez cały świat.
- Co tu robisz tygrysie?- zapytał wreszcie stojący.
- Mój partner, ja chciałem mu tylko pomóc. Inaczej nawet bym nie próbował- zaczął się plątać, a łzy natychmiastowo pojawiły się w jego oczach.
- Kto?
- Słucham?- zdziwiony Sethal spróbował pohamować łzy.
- Kto jest twoim partnerem?- warknął niedźwiedź .
- Książę Nefalang, jeden z więźniów- wyszeptał wystraszony chłopak.
Wtedy stała się rzecz praktycznie niemożliwa, postawny mężczyzna wyciągnął swoją wielką dłoń w stronę siedzącego. Rudowłosy, z lekkim wahaniem, przyjął pomoc i wstał na drżące nogi. Podtrzymywany przez mężczyznę, który wcześniej wyglądał jakby pragnął jego śmierci, a teraz się uśmiechał, jakoś utrzymał się w pionie.
- Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Musiałem się upewnić, że jesteśmy po tej samej stronie- powiedział, po czym dodał z lekkim ukłonem- jestem Resterof, zwiadowca Jego Cesarskiej Mości. Zostałem tu wysłany razem z moją drużyną, czy wiadomość o porwaniu syna księcia Thusanga była prawdziwa.
Sethal stał chwilę zamurowany, a potem powiedział niepewnie.
- Czy mógłbyś udowodnić mi, że jesteś tym, za kogo się podajesz?
Mężczyzna podciągnął jedynie rękaw lnianej koszuli. Na jego przedramieniu widniał tatuaż, który przedstawiał włócznię z mieczem. Pod spodem znajdowało się trzydzieści, cienkich kreseczek. Trzydzieści lat służby w imieniu cesarza. Gdy chłopak to zobaczył, odchrząknął.
- Jeśli już wiesz, że wiadomość była prawdziwa, to mógłbyś mi pomóc uratować Nefalanga. To jedyna taka okazja. Moja siostra poświęca teraz swoje życie, bym ja mógł być razem z ukochanym- błagalny ton głosu przekonał Resterofa, nie mógł patrzeć na cierpienie tego drobnego chłopaczka.
Postawny mężczyzna poprosił młodego o poprowadzenie do celi księcia. Sethal nie miał pojęcia, co tamten zamierza zrobić. Z tego co wiedział, żaden z nich nie posiadał klucza do pomieszczenia.
Kiedy dotarli pod kraty, zwiadowca przyłożył lewą rękę do zamka, a metal zaczął się topić. Po chwili drzwi stanęły otworem. Sethal patrzył się chwilę na zmiennego niedźwiedzia, następnie wkroczył do środka. Przykucnął obok Nefalanga i wlał mu do ust zieloną maź. Nie minęło dużo czasu, nim chłopak poderwał się do siadu. Przez chwilę oddychał ciężko. Gdy uspokoił oddech, zwrócił się z pytaniem do swojego partnera.
- Seth, co się dzieje?
- Musimy się pośpieszyć. Mamy mało czasu, żeby się wydostać, a następnej okazji możemy nie mieć. Tamten mężczyzna to Resterof, jest cesarskim zwiadowcą i nam pomoże.
Zmienny wilk jedynie pokornie przytaknął i wyciągnął rękę po pomoc we wstaniu. Rudowłosy podciągnął go z lekkim wysiłkiem. Magle poczuł, że ciężar partnera nie jest już taki wielki. Spojrzał w bok i ujrzał wysłannika ze stolicy, który podtrzymuje jego partnera.
- Prowadź, ja go będę trzymał-wyrzekł olbrzym.
Sethal skinął głową i wyszedł szybko z celi. Ruszył prędko w głąb korytarza. Co jakiś czas oglądał się za siebie, by zobaczyć, czy mężczyźni podążają za nim. W pewnym momencie dotarli do zmurszałych, drewnianych drzwiczek. Korytarz w tym miejscu był bardzo ciasny, a ściany pokryte starymi pajęczynami. Zmienny niedźwiedź z powodu swojego postawnego ciała ledwie się mieścił i stał przygarbiony.
Kiedy Nefalang i Resterof odpoczywali, rudy szukał czegoś na ścianie. W końcu znalazł wgłębienie w jednym z kamieni, więc wsunął do środka palce. Drzwi stanęły otworem z cichym szczękiem. Sethal odwrócił się do towarzyszy. Blady Nef opierał się o ścianę i ciężko oddychał. Resterof patrzył przez chwilę na ciemne przejście.
-Dalej z wami nie pójdę- powiedział mężczyzna- spróbuję odwrócić ich uwagę od waszej ucieczki.
- Dziękuję-wyszeptał rudowłosy i podszedł do wyższego- mam nadzieję, że nic ci się nie stanie i… mogę mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę?
Zmienny niedźwiedź skinął delikatnie głową.
- Chodzi o moją siostrę, czy mógłbyś się upewnić, że wszystko z nią w porządku?
- Oczywiście- przytaknął- jednakże teraz powinniście już iść. Nie powinniście tracić czasu.
Popchnął lekko chłopaka, odwrócił się i zniknął w korytarzu, z którego przyszli.
 
***
Moha leżała w łożu z otwartymi oczyma. Już od kilku godzin myślała o minionym dniu. Nie mogła wyjść ze zdziwienia, że odnalazła swojego partnera. Bardzo rzadko zdarzało się to przed pięćdziesiątymi urodzinami, a ona w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat już go spotkała. Westchnęła z rozmarzeniem, jeszcze nigdy nie spotkała tak doskonałej istoty, jak on.
Przymknęła oczy i z obrazem partnera przed oczyma, zasnęła.
***
Karima skuliła się w kącie swojej komnaty. Jeszcze nikt nie zorientował się, że to ona odurzyła księcia. Było to jednak tylko kwestią czasu. Nagle po pomieszczeniu rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Z lekkim wahaniem podeszła do nich i uchyliła je lekko. Gdy ujrzała, kto tam stoi, aż wciągnęła ze zdziwienia powietrze.
- Resterof- wyszeptała.
Rzuciła się w ramiona mężczyzny i po chwili odszukała jego usta swoimi. Całowała go zachłannie, aż oboje stracili oddech.
- Nie spodziewałem się, że to ciebie tutaj spotkam- wymruczał do jej ucha.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz